Co przychodzi na myśl normalnemu człowiekowi gdy słyszy nazwisko Lecha Wałęsy? W pierwszej kolejności osoba ta kojarzy się z Polską, Solidarnością, strajkami, Stocznią Gdańską, walką o wolność, symbolem upadku komunizmu i wreszcie pokojową nagrodą Nobla. Bardziej zorientowanym w naszej historii przychodzi na myśl burzliwa prezydentura obfitująca w szereg błędów i zakończona spektakularną porażką, która w konsekwencji doprowadziła do praktycznego wycofania się z bieżącej polityki. Osoby sceptyczne lub odznaczające się złą wolą w ostatnim odruchu przywołują z pewnością kontrowersyjne wątki z przeszłości Lecha Wałęsy, czy chociażby jego ostatnie niefortunne wypowiedzi na temat gejów. Normalny człowiek potrafi jednak odróżnić rzeczy istotne od tych mniej ważnych i zdaje sobie sprawę, że nikt nie jest doskonały i popełnia błędy, co bynajmniej nie przekreśla ogromu zasług takiej jednostki.
Tymczasem spójrzmy co ma na ten temat do powiedzenia dziennikarz niezależnej Gazety Polskiej. Wystarczy zajrzeć do relacji z nieudanej premiery filmu Andrzeja Wajdy w USA. Abstrahując już od kontekstu filmu i całego zamieszania z jego projekcją w Kongresie, w całym tekście niepokorny autor pokusił się o zastosowanie tylko pojedynczego określenia na Lecha Wałęsę. Jest on osobą zarejestrowaną jako tajny współpracownik komunistycznej bezpieki. Wałęsa nie jest sławnym Polakiem, nie jest byłym prezydentem, nie jest noblistą, nie jest nawet przywódcą Solidarności, czy chociażby głównym bohaterem filmu, o którym traktuje artykuł – jest po prostu osobą, która współpracowała ze służbami bezpieczeństwa. Nic dodać, nic ująć. Tylko tyle może powiedzieć o Lechu Wałęsie pseudoniezależna dziennikarzyna ukrywająca się pod pseudonimem oa. Z całym (minimalnym) szacunkiem, ale to tak jakby napisać, że Karol Wojtyła to człowiek objadający się kremówkami na wadowickim rynku. Gratuluję dobrego samopoczucia całej strefie wolnego słowa, bo tylko tego można Wam gratulować.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)