W dniu wczorajszym odszedł senator Zbigniew Romaszewski. Pomimo, że był to człowiek, z którego współczesnymi poglądami trudno było mi się zgodzić, to należy oddać, że był to jeden z niewielu polityków z klasą. Nie można zapomnieć też o jego zasługach dla Wolnej Polski. Dobre wychowanie mówi, że o zmarłych nie mówi się źle albo w ogóle. Prawicowi publicyści wielokrotnie pokazywali, że zasadę tą traktują wybiórczo, chociażby przy okazji śmierci Tadeusza Mazowieckiego. Wczoraj odszedł polityk jednoznacznie kojarzony z PiS, a więc człowiek z którym ewidentnie po drodze tzw. obozowi patriotycznemu. Dziwi zatem zachowanie Strefy Wolnego Słowa, która to zamiast skoncentrować się na zasługach i wspomnieniach woli rozliczać inne media z minut poświęconych osobie zmarłego:
Wydawałoby się, że chrześcijańskim zwyczajem można by się spodziewać większej ciszy nad tym grobem. Partyzanci wolnego słowa najwyraźniej jednak nie przepuszczą żadnej okazji by obsmarować wszystko i wszystkich spoza własnego kółka wzajemnej adoracji. Wstyd i zażenowanie to jedyne słowa jakie przychodzą mi do głowy. I nade wszystko szkoda pamięci Zbigniewa Romaszewskiego, który w chwili swego odejścia mimowolnie dołączył do panteonu bohaterów prawicy, których jedynym celem wydaje się bieżąca walka ideologiczno-polityczna.


Komentarze
Pokaż komentarze