Pierwsza linia obrony Prawa i Sprawiedliwości – Strefa Wolnego Słowa – znowu wkracza do akcji. Dziennikarze drugoobiegowi ujawniają szokującą nowinę – na ulicach Lublina szerzy się mowa nienawiści. Antoni Macierewicz został na nielegalnie wywieszonych billboardach nazwany niezłym agentem, a Jarosław Kaczyński genderystą. Skandal w biały dzień.
W opinii obozu patriotycznego sprawa jest ewidentna, bo każdy szanujący się Polak dobrze, wie, że Pan Antoni agentem nie jest tylko ich tropi, a jedynym prawidłowym przydomkiem Prezesa jest Polskęzbaw. Całe to prawicowe poruszenie przypomniało mi pewien incydent z 2013 roku. Pamiętnego dnia 7 lipca drugi obieg donosił, iż na ulicach Kielc wielki billboard epatował do mieszkańców słowami Tusk dziwka Putina:
Nikogo pewnie nie zdziwi, że wtedy jakoś żaden dziennikarz niepokorny nie mówił o mowie nienawiści. Wręcz przeciwnie, drugi obieg incydent nazywał niespodzianką i z dumą podkreślał, że przechodnie bili nawet brawo. Czyżby podwójny standard był standardem w Strefie Wolnego Słowa?


Komentarze
Pokaż komentarze