Naczelny moralista Rzeczpospolitej, redaktor naczelny portalu poświęconego, co to nawet papieża potrafi zrugać, Pan Tomasz Terlikowski znów podzielił się swoimi jedynymi słusznymi poglądami na wszechświat. Tym razem oberwało się osobom bezdzietnym za ich rzekome pasożytnicze podejście do państwa.
Ale zacznijmy od początku. W rozumowania Pana Terlikowskiego stroną dającą najwięcej dla wspólnoty są rodziny wielodzietne. Dlaczego? W wielkim skrócie dlatego, że są to ludzie odznaczający się dużym współczynnikiem konsumpcji i płacące wysokie podatki. Po złej stronie mocy zostały przez Pana Terlikowskiego sklasyfikowane tak zwane pasożyty. Są to osobniki żyjące samotnie lub w bezdzietnych konkubinatach, konsumujące mniej, a więc w konsekwencji płacące mniejsze podatki od towarów i usług oraz podatki w ogóle. Co najważniejsze szkodniki takie odrzucają według Pana Tomasza zobowiązania wspólnotowe, a jednocześnie chcą z dóbr jakie ta wspólnota daje korzystać. Taki wstrętny osobnik powinien według Pana Terlikowskiego zostać surowo ukarany za swoją samolubną postawę w postaci znacząco wyższych podatków.
Na pierwszy rzut oka nie można tej logice odmówić racji bytu. Można się z tym rozumowaniem zgodzić lub nie, ale na pewno nie można Panu Terlikowskiemu zarzucić, że system wartości przez niego prezentowany nie jest czytelny. Problem pojawia się, gdy na ordynację podatkową Terlikowskiego nałoży się rzeczywistość. Szczególnie interesujące jest według mnie zagadnienie w jaki sposób Urząd Skarbowy miałby zaliczać podatników do właściwej grupy? Rodziny wielodzietne z definicji płaciłyby mniejsze podatki i to wydaje się jasne, ale kto decydowałby czy konkretna para nie posiadająca jeszcze dzieci ma zostać karnie opodatkowana czy nie? Pan Terlikowski sam pisze, że dodatkowa danina na państwo nie dotyczyłaby tych, którzy dotknięci są głębokim cierpieniem bezdzietności. Czy wobec tego razem z rocznym zeznaniem do fiskusa małżonkowie tacy mieliby składać dokumenty medyczne świadczące o niezdolności do spłodzenia potomstwa? Kolejnym problemem może być rozróżnienie par, które aktywnie starają się o dziecko, ale im zwyczajnie nie wychodzi od tych, które grzesznie uprawiają seks dla czystej, hedonistycznej przyjemności i jeszcze na dodatek, o zgrozo, korzystają z antykoncepcji. Czy naczelnik Urzędu Skarbowego Terlikowski narzuci niesprawiedliwie obu parom ten sam karny podatek? A może kompetencje kontrolerów skarbowych zostaną poszerzone o cykliczne monitorowanie aktywności seksualnej Polaków? Czy prezerwatywy będą dostępne tylko w aptekach na receptę, a ich zakup automatycznie wpisze nas na czarą listę podatkową? Na takie prozaiczne pytania chciałbym uzyskać odpowiedź zanim Pan Terlikowski wprowadzi swoje rewolucje do rodzimego systemu podatkowego.
Zupełnie oddzielną kwestią jest to, że stosując przyjęte przez Pana Terlikowskiego kryteria podziału społeczeństwa na pasożyty i nie-pasożyty można wskazać co najmniej kilka innych grup społecznych, które w myśl tej samej logiki powinny zostać surowo ukarane fiskalnie. Tacy na przykład bezrobotni czy renciści – często nie mają przecież dzieci, konsumują tyle co nic bo nie mają za co, żyją z zasiłków fundowanych przez społeczeństwo, a o płaconych przez nich podatkach nie ma co nawet wspominać. Pasożyty? Według Pana Terlikowskiego jak najbardziej.
Jeszcze bardziej ewidentną grupą tak pojmowanych pasożytów jest kler. Ksiądz oficjalnie dzieci nie posiada, bo nie może. Ksiądz podatków nie płaci, bo w Polskim prawie kościół z podatków jest przecież zwolniony. Nie można też przyjąć, że żyjący samotnie zakonnik odznacza się jakąś szczególnie wybujałą fantazją konsumencką, choć oczywiście znane są liczne przykłady zachłanności i przywiązania do dóbr doczesnych ludzi kościoła. Jednocześnie ksiądz taki pełnymi garściami korzysta ze wspomnianych wyżej dóbr wspólnoty. Jak widać ksiądz spełnia zatem wszystkie kryteria podatkowej segregacji Terlikowskiego. Redaktor poświęcony najwyraźniej spodziewał się jednak tego typu zarzutów i jasno stwierdza, że jego uwagi nie dotyczą tych, którzy dla dobra wspólnoty rezygnują z małżeństwa i poświęcają się pracy na rzecz wspólnoty. Tutaj znowu pojawia się pytanie kto i jak będzie oceniał czy brak potomstwa u konkretnego osobnika wynika z wygody, z mody, z głupoty, czy też jest częścią większego planu mającego na celu uszczęśliwienia ogółu? Czy z podatku będą zwolnieni kapłani wszystkich kościołów czy tylko katolicy duchowni? Co jest wyznacznikiem słusznej rezygnacji z małżeństwa? Wreszcie, co trzeba uczynić aby swoją pracę uznać za godny substytut licznego potomstwa? Na te pytania niestety Pan Terlikowski nie chce albo zwyczajnie nie potrafi odpowiedzieć.
Zanim zatem powołamy Pana Terlikowskiego na ministra finansów z misją stworzenia nowego systemu podatkowego warto zastanowić się dwa razy nad kryteriami według których proponuje on dzielić społeczeństwo. Osobiście nie mam żadnych złudzeń co do wysokich kwalifikacji redaktora w dziedzinie skutecznej segregacji ludzi, stawiam jednak pod wątpliwość ich praktyczne zastosowanie legislacyjne.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo