Okazuje się, że niezależność nie jest już tylko domeną prawicowych publicystów. Niezależność stała się również cnotą przedstawicieli środowisk akademickich. Rzecz jasna nie wszyscy naukowcy mają w sobie patriotyczny gen niezależności. Odznaczają się nim tylko ci, którzy swe niezależne poparcie udzielili prawu i sprawiedliwości.
Taki oto Profesor Wiesław Binienda, niezależny ekspert od wytrzymałości brzóz wszelakich, do tej pory znany był z tego, że nie miał wątpliwości co do przyczyn katastrofy smoleńskiej. W związku ze zbliżającymi się wyborami zakres braku wątpliwości profesora poszerzył się także o preferencje wyborcze. Niezależny ekspert ogłosił za pośrednictwem niezależnego portalu swoje bezgraniczne poparcie dla kandydatów do Parlamentu Unii Europejskiej z list PiS. Niezależny ekspert jest do tego stopnia niezależny, że zachęca do głosowania na kogokolwiek, niezależnie w jakim regionie w Polsce startują i niezależnie na jakiej pozycji listy PiS są ulokowani. Jestem pełen podziwu dla Pana profesora, za to, że jest w stanie bez zająknięcie ręczyć za uczciwość, wytrwałość i oddanie liczącego 130 osób grona. Tylu dokładnie kandydatów wystawił komitet wyborczy partii, która w jego niezależnej opinii zasługuje na poparcie.
Profesor Binienda nie jest rzecz jasna jedynym niezależnym naukowcem, który swoim niezależnym autorytetem postanowił wesprzeć euro parlamentarne aspiracje polityków PiS. Do szanownego grona niezależnych naganiaczy wyborczych dołączyły również niezależne towarzystwa wzajemnej adoracji zwane Akademickimi Kołami Obywatelskimi, zupełnie przypadkowo noszące imię Lecha Kaczyńskiego:
Szacowne grono niezależnych profesorów w płomiennym apelu wyraziło poparcie dla kandydatów PiS, motywując swójniezależny wybór faktem iż program tej partii jako jedyny jest najbliższy idei budowania nowoczesnego polskiego patriotyzmu. Jak na prawdziwych naukowców przystało swoje wnioski wysuwają po rzekomej wnikliwej analizie propozycji wszystkich ugrupowań politycznych, które ubiegają się o poparcie polskich wyborców. Na udzielone poparcie z pewnością nie miało wpływu to, że trzech członków AKO startuje w tegorocznych wyborach do Europarlamentu z list PiS, trzech innych startowało w wyborach parlamentarnych w 2007, dziewięciu ubiegało się o mandat radnego w wyborach samorządowych w 2010, a w wyborach w 2011 na poznańskiej liście wyborczej PiS do Sejmu blisko połowę stanowili ludzie AKO. Przynależność partyjna jak widać nie wyklucza niezależności, przynajmniej w kodeksie obozu patriotycznego.
Te dwa niebywale bezinteresowne manifesty polityczne przyćmiewają stopniem niezależności nawet gościnne występy niezależnych dziennikarzy TV Republika w spotach profesora Krasnodębskiego. Okazuje się, że niezależne poparcie jest teraz po prawej stronie sceny politycznej w modzie. Zastanawia jednak po co cała ta szopka? Do kogo właściwie skierowany jest ten niezależny przekaz? Wszystkie apele i listy poparcia publikują oczywiście tylko niezależne media. Jak wiadomo krąg ich odbiorców jest dosyć zamknięty, a poglądy polityczne czytelników nie wymagają już szczególnego formowania. Czy mamy do czynienia z zaspakajaniem swego własnego ego czy też ciemny lud musi być nieustannie pouczany co i kiedy ma kupić?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)