Objęcie przez Donalda Tuska funkcji szefa Rady Europejskiej zgodnie z przewidywaniami mogło się spotkać tylko z jedną reakcją w strefie wolnego słowa. Media niezależne najpierw zbywały wszelkie informacje na ten temat jako nic nie znaczące działania PR-we rodzimego reżimu by później przejść do skoordynowanej ofensywy mającej na celu maksymalne zdeprecjonowanie roli tego stanowiska w Unii Europejskiej. Prowadzoną od soboty szarżą propagandową jak zwykle dowodzi generał Tomasz Sakiewicz. Partyzant wolnego słowa wyraził się jasno na temat samej funkcji przewodniczącego oraz miejsca jakie zajmie Donald Tusk w hierarchii ważności polityki starego kontynentu.
W niezależnej hierarchii ważności stanowisk zdecydowanie wyżej znajduje się Ryszard Czarnecki piastujący od lipca funkcję jednego z 14 (słownie czternastu) wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. Fakt, iż były poseł Samoobrony został mianowany na swoje stanowisko jako ostatni, dopiero w trzeciej turze głosowania (w dwóch pierwszych turach konieczne było uzyskanie poparcia bezwzględnej większości, którego Czarnecki niestety nie otrzymał) oczywiście w żaden sposób nie ujmuje Richardowi Henremu prestiżu ani bynajmniej nie świadczy o braku poparcia ze strony kolegów eurodeputowanych z całej Europy. Sukces pupila Prawa i Sprawiedliwości został oczywiście skrupulatnie i z odpowiednią pompą odnotowany w biuletynie partyjnym:
Myliłby się jednak ten, kto stwierdzi, że na czternastym wiceprzewodniczącym kończy się ofensywa stanowiskowa partii prowadzącej w sondażach. Prawo i Sprawiedliwość w pełni wykorzystało swój autorytet i wypracowany latami ciężkiej pracy szacunek wśród elity europejskiej. Zapewne w wyniku hardcore negotations, a więc specjalności tego ugrupowania, udało się zabezpieczyć dla partii nie jedno, ale aż dwa stołki koordynatorów w komisjach. Podczas gdy media polskojęzyczne bezzasadnie trąbią o wyimaginowanym sukcesie Donalda Tuska, drugi obieg posłusznie informuje o tym prawdziwym zwycięstwie polskiej dyplomacji podziemnej podkreślając, iż funkcje koordynatorów są de facto ważniejsze od członka prezydium:
Oby tylko dzielny europoseł Ryszard podołał zadaniu pełnienia obu arcyprestiżowych funkcji na raz, bo najwyraźniej na skutek braków kadrowych w szeregach PiS obejmuje on zarówno tekę wiceprzewodniczącego nr. 14 i koordynatora ważniejszego od członka. Przekaz dla myślących samodzielnie Polaków jest jasny - najwyższy czas abyśmy zaczęli cieszyć się z prawdziwych a nie tylko pozornych sukcesów naszych przedstawicieli w Brukseli, a ważność danego stanowiska oceniali przez pryzmat partii, której członek je obsadził.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)