Okazuje się, że napięty kalendarz wyborczy w nadchodzącym roku może rodzić niespodziewane komplikacje. Ku niezadowoleniu samodzielnie myślącej części społeczeństwa zaplanowane na początek maja wybory prezydenckie mogą kolidować terminowo z cyklicznymi, na stałe już wpisanymi w nasz krajobraz polityczny, spędami kółek wzajemnej adoracji, zwanymi potocznie miesięcznicami smoleńskimi. Konflikt objawia się nie tylko w kwestii kalendarzowej, ale przede wszystkim w warstwie definicji samych marszów organizowanych namiętnie przez największą partię opozycyjną. Pojawia się naturalne pytanie jak pogodzić obraną przez obóz patriotyczny formę niekończącej się żałoby po ojczyźnie z potencjalnie obowiązującą 10 maja ciszą wyborczą. Na szczęście z gotową odpowiedzią przychodzi poseł Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla biuletynu partyjnego PiS:
Po kategorycznym stwierdzeniu, że miesięcznice nie są marszem politycznym ani kampanijnym już w kolejnym zdaniu poseł przyznaje jednak, że obchody nie miały nigdy charakteru CZYSTO politycznego. Mamy zatem niezbity dowód na to, że wbrew nienawistnemu przekazowi mediów polskojęzycznych, comiesięczne spacery z pochodniami partii opozycyjnej nie mają charakteru CZYSTO politycznego. Sceptycznie nastawiona do intencji Prezesa część społeczeństwa może zatem odetchnąć z ulgą – odstawiane od ponad 4 lat na Krakowskim Przedmieściu szopki wyborcze nie mają CZYSTO politycznych konotacji. Rodzi się jednak pytanie – skoro miesięcznice nie są CZYSTO polityczne, to o co jeszcze w nich chodzi, bo z pewnością nie o upamiętnienie kogokolwiek…


Komentarze
Pokaż komentarze (6)