Paręset tysięcy “szczęśliwych” posiadaczy kredytów walutowych, zwłaszcza tych zaciągniętych we frankach, to wyjątkowo smakowity kąsek wyborczy dla partii specjalizującej się w tanim populizmie. Największa siła opozycyjna, znana tez jako partia prowadząca w sondażach, nie przepuści okazji by swoim prostackim zwyczajem skrytykować rząd za coś czego sama nie zrobiła w przeszłości, jednocześnie dając kolejny przykład jak obłudnie potrafi zawiać niczym chorągiewka na wietrze oportunizmu.
Przewijająca się w mediach od parunastu dni krytyka z ust liderów prawicy w całej tej sytuacji może wywołać jedynie uśmiech politowania. Warto przytoczyć stanowisko prawych i sprawiedliwych sprzed niespełna 10 lat, kiedy to tylko i wyłącznie w celu podlizania się tej samej grupce wyborców, gremialnie sprzeciwiali się oni tak zwanej rekomendacji S. Jak czytamy w ówczesnym przekazie dnia, Polacy powinni brać tańsze kredyty w walutach, a ryzyko kursowe jest jedynie złośliwą brednią, która blednie wobec fantastycznych wskaźników ekonomicznych osiąganych przez IV RP:
Co ciekawe, tak zdecydowanie odrzucany wówczas przez sprawującą władzę partię dokument zawierał zapisy dotyczące kwestii, które leżą u podstaw wszystkich problemów dzisiejszych frankowiczów. Liczba “nabitych we franka” byłaby zdecydowanie mniejsza, gdyby banki, zgodnie z przytaczaną rekomendacją, obliczały zdolność kredytową Polaków według tych samych kryteriów niezależnie od waluty zaciąganej pożyczki.
Przykład franka jest kolejnym ewidentnym dowodem na to, że partia namaszczonego przez obóz patriotyczny zbawiciela potrafi jedynie bezmyślnie kontrować wszystko i wszystkich, byle tylko przypodobać się swojemu średnio rozgarniętemu elektoratowi. Pytanie tylko, czy eksperci ekonomiczni (jeżeli o takowych w ogóle może być mowa) tego ugrupowania faktycznie tak często zmieniają zdanie czy może to znowu efekt jakichś bliżej nie określonych leków, które politycy na prawicy ponoć zażywają przy okazji wyborów…


Komentarze
Pokaż komentarze (12)