Kalosh Kalosh
102
BLOG

Chłopaki wróciły, burdel już za nami

Kalosh Kalosh Polityka Obserwuj notkę 0

Nasze wspaniałe, zwycięskie wojska wróciły z Irackiej rubieży. Fanfary wybrzmiały, sukces odtrąbiony. Rosomaki w hangarach, cele misji wykonane. Cele? Jakie cele? Po co myśmy tam w ogóle pojechali?

 

Spróbujmy zanalizować, co właściwie się stało, dlaczego w ogóle nasi chłopcy musieli „ochotniczo” szlajać się po pustyni. W tym celu cofnijmy się nieco w czasie, już to kiedyś tutaj robiliśmy, teraz pójdzie łatwiej. Ziu, ziu hahaha.

 

11 wrzesień 2001. Wielki pojemnik na paliwo wbija się w wielki pojemnik na pieniądze. Za chwilę analogicznie potraktowano bliźniaczy budynek, jeszcze parę pojemników z paliwem rozwala to i owo w różnych miejscach Stanów. Parę firm traci wszystkie dane, paru ludzi pierwszy i ostatni raz ćwiczy sztukę latania. Na koniec oba budyneczki dezintegrują się równiutko jak od linijki. I jeszcze trzeci na deser. Przy okazji coś dziwnego wpada w Pentagon. Generalnie jaja.

 

Zanim napadną na mnie tabuny czytelników wyjaśniam. Przyjąłem tak frywolną perspektywę tych wydarzeń w jednym tylko celu – by nie było zbyt wielkiego szoku, gdy przejdę do reakcji amerykańskiego rządu. Bo ów rząd, najspokojniej w świecie – przystąpił do robienia sobie jaj z tragedii. Na podstawie całkowicie sfałszowanych raportów obciążył odpowiedzialnością za zamach – Saddama Husseina. Podłe to indywiduum, grzechów ma na sumieniu od groma, ale akurat z tą tragedią miał niewiele wspólnego. Ale za to miał na sumieniu inną straszliwą przewinę, która kosztowała go parę lat upokarzającej tułaczki po piwnicach i ostatecznie - stryczek. Jaką? Cofnijmy się jeszcze trochę, spróbujemy znaleźć prawdziwą przyczynę wybuchu wojny w Iraku. Bo w oficjalną wersję, mam nadzieję, już nikt nie wierzy.

 

Ziu ziu, powróćmy do XX wieku. Wczesnego. Świat przed Wielkim Kryzysem. System monetarny USA jest jeszcze normalny, oparty o złoto – dokładnie tak, jak do dziś stoi w ich konstytucji. Ale z uwagi na pogorszającą się sytuację gospodarczą w USA, liczba wydrukowanych dolców zaczyna wzrastać. Inflacja szaleje. W tej sytuacji, ciężko było utrzymywać ścisłe powiązanie dolara ze złotem – prezydent Roosevelt podejmuje decyzję, o której pisałem jakiś czas temu. Złoto obywateli USA zostaje skonfiskowane w 1933 roku, obrót i używanie go w handlu jest zagrożone karą. Ostatecznie USA zrywa powiązanie dolara ze złotem, jednak utrzymuje możliwość jego wymiany na kruszec, mimo iż po niekorzystnym kursie. Od tej chwili jeden dolar mógł być warty różną ilość kruszcu, nie jak poprzednio – zawsze tyle samo. I tak to sobie trwa, gospodarka podnosi się z zapaści, ale świat znów zmierza ku hekatombie. W czasie wojny Stany zaopatrują strony konfliktu w całą masę swoich produktów. I zarabiają, zarabiają – a każą sobie płacić złotem. W tej sytuacji w krótkim czasie udaje się Amerykanom zgromadzić ogromne ilości złota (heh, Fort Knox w tych czasach aż pękał od złota).

 

Przyszedł koniec wojny, zrujnowana Europa, pozbawiona kruszcu przystąpiła w ’45 do konferencji w Bretton Woods. Na tej konferencji ustalono kształt systemu monetarnego, który miał odtąd panować na świecie. USA zagwarantowały innym państwom pełną wymienialność dolara na złoto (ale tylko rządom, prywatny kapitał nie miał tak dobrze). W taki sposób dolar stal się światową walutą rezerwową – rządy zamiast gromadzić złoto dla pokrycia swoich walut, mogły gromadzić dolary, stanowiące ekwiwalent tego kruszcu. I wszystko byłoby ok., gdyby nie dalszy, w miarę łatwy do przewidzenia rozwój wypadków. Przyszły lata sześćdziesiąte, Stany uwikłały się w Wietnamie. Kolejni prezydenci snuli coraz to bardziej ambitne plany, a plany, szczególnie ambitne wymagają do realizacji całych gór pieniędzy. Więc USA, łamiąc postanowienia wzmiankowanej konferencji, ochoczo uruchamiały drukareczki, produkując coraz to nowe dolary nie mające pokrycia w złocie. Większość tej produkcji papieru, trafiała za granicę - finansując coraz wyższy deficyt w handlu USA ze światem. Po prostu USA, analogicznie jak robią to rządy na całym świecie – nakładając na swoich obywateli podatek inflacyjny – obłożyły takim podatkiem całą resztę świata. Po prostu kupowali potrzebne im produkty i surowce za coraz mniej realnie warte dolary. Oczywiście inne rządy światowe nie mogły się dawać robić w konia bez żadnej reakcji – w 1970 Francja zażądała wymiany posiadanych przez siebie rezerw dolarowych na złoto – innymi słowy – powiedziała - sprawdzam, pokaż czy masz skarbcu wystarczająco dużo kruszcu. I wyszło szydło z worka – rząd USA zmuszony był do ogłoszenia bankructwa (trudno inaczej nazwać stwierdzenie, że nie są w stanie uregulować gwarantowanych przez siebie zobowiązań). Problem jednak polegał na tym, że nie bardzo było co z tym zrobić. Nie było innej waluty zdolnej przejąć dotychczasowe funkcje dolara w systemie z Bretton Woods. Stało się jasne, że USA wyłudziły przez ostanie lata ogromne ilości dóbr, ale świat nie miał żadnych narzędzi by na to zareagować. Wielu ludzi w tym właśnie momencie widzi chwilę, w której USA z silnego państwa, zmieniło się w supermocarstwo, zyskując możliwość jawnego okradania innych podmiotów, które nic nie mogły na to poradzić.

 

Szacuje się, że w tym czasie tylko 25% dolarów miało pokrycie w złocie, którego nominał reprezentowało. I tu zbliżamy się do meritum naszego wpisu. Gdy jasnym stało się, że świat posiada całe tony niewiele wartych dolarów, USA aby zachować swój status mocarstwowy, potrzebowało utrzymać potrzebę posiadania dolarów przez inne kraje. W przeciwnym wypadku, świat mógł najspokojniej w świecie znaleźć inny ekwiwalent wartości pieniądza, co mogłoby zakończyć się tragicznie dla amerykanów. Trzeba więc było znaleźć taki ekwiwalent samemu, wykombinowali jankesi – i jak pomyśleli, tak zrobili. Około roku ’73 dogadali się z Saudami, władającymi Arabią Saudyjską leżącą na ropie. Władcy tego kraju, będącego głównym wtedy dostawcą czarnego złota, w zamian za przyrzeczoną ochronę ich reżimu, zobowiązali się do tego, że będą przeprowadzać wszystkie transakcje ropą tylko w dolarach. Tak lub inaczej zachęcane, pozostałe kraje produkujące ropę, w krótkim czasie dokonały podobnej operacji. I w ten sposób, dolar stal się wymienialny na ropę. Popyt na ten surowiec szybko rósł, regulowana cena ropy stale wzrastała – tak więc każdy kto potrzebował ropy, musiał najpierw zaopatrzyć się w odpowiednią ilość zielonych. I tu już jesteśmy całkiem blisko sedna sprawy. Bowiem stan taki jak opisany powyżej, trwa do dzisiaj – wszystkie transakcje na ropie, rozliczane są w dolarach. Jedyne zagrożenie dla tego systemu powstało w właśnie w Iraku. Najpierw w 1990 roku, gdy Saddam postanowił przejąć kuwejckie przedsiębiorstwa kontrolujące znaczny udział w handlu ropą, pochodzącą zarówno ze złóż Kuwejtu, jak i Iraku. I tu zgoda – Saddam do Kuwejtu przybył, zobaczył, a potem słusznie dostał po łbie. Ale ciekawostka – wojska koalicji, choć mogły to zrobić bez problemu, nie usunęły tego krwawego dyktatora, krwiopijcy gnębiącego własny naród. Po prostu, ten akurat krwiopijca był w owym czasie jeszcze jakimś tam przyjacielem USA, choć nie tak dobrym jak Kuwejt (jak się okazało empirycznie). Po tym zdarzeniu, Irak objęty został całą gamą różnych sankcji gospodarczych. Ich skutki były katastrofalne, kraj pogrążył się w skrajnej nędzy. ONZ uchwaliło więc program „Ropa za żywność” – największą chyba jak dotąd operację koordynowaną przez tą organizację. Doszło przy tej okazji do paru afer i aferek, ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze było to, że w ramach tego programu konta na które wpływały pieniądze za oddawaną przez Irak ropę, znajdowały się pod kontrolą ONZ, w szczególności pod kontrolą krajów europejskich, mocno zaangażowanych w „pomoc” dla Iraku w tym programie (same korzyści – w końcu coś trzeba robić z tą ogromną górą płodów rolnych, które produkuje dotowane rolnictwo UE).

 

Na początku 2000 roku, Saddam wkurzony przedłużającymi się sankcjami, na których utrzymanie najmocniej naciskały USA, zaproponował  przejście (początkowo w części, docelowo w całości) na rozliczenia w walutach innych niż US dollar. Świat trochę się pośmiał, trochę podowcipkował o irackim mocarstwie dyktującym warunki, ale później zaczął się drapać w głowę. Ostatecznie, poważna część pomocy żywnościowej odbywała się z wykorzystaniem dobrze nam znanego Euro/ECU. Ale ziarno skrobania się w łepetynę zostało zasiane. Inne kraje OPEC zaczęły przebąkiwać o podobnej dywersyfikacji walut, w której rozliczane są transakcje. I tu zaczęły się schody. Przecież gdyby rzeczywiście dolar przestał być całkowicie dominującą walutą w rozliczeniach ropy, ekonomiczny sens kupowania śmieciowych dolarów byłby już, oględnie mówiąc – niewielki. Tak więc w tej sytuacji USA zachowały się całkowicie racjonalnie – przystąpiły do obrony własnych interesów. Od końca 2000 roku trwają gorączkowe przygotowania do kolejnej ekspedycji karnej przeciw Irakowi, która prawdopodobnie ma stanowić gorący przykład dla innych zwolenników wolności wymiany handlowej. I tu ciekawostka – dokładnie w momencie, gdy USA były gotowe do wojny, siły w regionie przegrupowane, stosunki odpowiednio napięte – zdarza się ogromne nieszczęście, w którym giną tysiące ludzi w Ameryce. Daleki jestem od wszelkiego rodzaju teorii spiskowych, ale rzeczywiście ta koincydencja jest bardzo zastanawiająca.

 

No nic, wracajmy do tematu – niezależnie od tego kto i po co przeprowadził zamachy z 9/11 (jeden z moich ulubionych tekstów z Graala Monty Pythona – „Nie kłóćmy się, kto kogo zabił”) jedno jest pewne. Ekipa Busha niezwłocznie skorzystała z tej okazji, obarczając winą za zamachy, niemal na drugi dzień, Irakijskich agentów. Teraz już wiemy z całkowitą pewnością, że Irak nie miał z całą sprawą absolutnie nic wspólnego – wiemy to my, Amerykanie dalej w znacznym procencie uważają że to właśnie Saddam odpowiedzialny był za zamachy. Może powiem to inaczej – dążąca do wojny administracja Busha, w sposób niespotykanie (nawet w polityce) wręcz cyniczny wykorzystała śmierć tysięcy swoich obywateli, do uzyskania nadzwyczajnych prerogatyw. Jedną z takich prerogatyw, ujętą w doktrynie ataku prewencyjnego, było prawo ataku na dowolny kraj świata, w ramach wojny z terroryzmem. I szybko z niej skorzystano – najpierw Afganistan, później Irak. Abstrahując od pierwszego kraju – wojna w Iraku motywowana była oprócz domniemanego uczestnictwa i sponsoringu w zamachach z 9/11, także posiadaną z całą pewnością bronią masowego rażenia, która mogła wszak zagrażać zastraszonym obywatelom USA. Osaczany Saddam dwoił się i troił, usiłując jednocześnie jakoś tam zachować swoją dyktatorską twarz, udowadniając dziesiątkom komisji, że nie jest wielbłądem – i takowej broni nie posiada, bo go nie stać. Nic z tego nie wyszło, Stany postanowiły jednak obronić swoich obywateli, wprowadzając swoje wojska do Iraku.

 

I tu pojawiają się nasze orły na pustyni. Aby tak skonstruowana akcja nie wyglądała na oczywistą agresję, potrzebne było alibi. Najpierw trwały długie naciski na ONZ, by tak jak w przypadku Afganistanu udzieliły one mandatu siłom dokonującym inwazji. Inni członkowie Rady Bezpieczeństwa nie byli jednak w ciemię bici, w końcu to oni dostawali ropę za swoje ECU. Sprawa była szyta takimi grubymi nićmi, że nawet Brytyjczycy jąkali się, popierając inwazję. Pewnie ten i ów przeczuwał, że jeszcze za to beknie w przyszłości, przynajmniej politycznie. W tej sytuacji, konieczne było skombinowanie na szybko czegoś, co mogłoby symulować siły międzynarodowe, w końcu Ameryka jest krajem wolności, nie napada krajów tak, o. I znalazły się kraje, które nęcone wizją przyszłych zysków z odbudowy, zgłosiły się na ochotnika do burzenia Iraku. Jednym z tych krajów była właśnie Polska. Jakie cele stawiali sobie nasi wspaniali przywódcy podejmując decyzję o udziale w tej karkołomnej (prawnie – w końcu bez mandatu, dyplomatycznie – pokłóciliśmy się dokładnie z całą Europą, która rozumiała o co chodzi w tej grze, i na dodatek fizycznie – w operacji zginęła cała kupa naszych chłopaków) wyprawie? Podsumujmy, zróbmy mały bilansik.

 

Cel podstawowy – uwolnienie uciemiężonego narodu irackiego spod jarzma podłego dyktatora. Wykonanie – 100%, naród iracki jest obecnie podzielony na kilka narodów, z których każdy ciemiężony jest przez kilka różnych jarzm (amerykanie, partyzanci, terroryści, agenci wpływu państw ościennych).

 

Cel podstawowy - podniesienie poziomu bezpieczeństwa regionu Zatoki Perskiej. Wykonanie – 100%, rejon nigdy nie był tak bezpieczny, stacjonuje tam najwięcej wojska w historii.

 

Cel poboczny – uzyskanie kontraktów dla polskich firm, w ramach odbudowy kraju. Wykonanie – 50% - co prawda kontraktów jeszcze nie ma, ale USA obiecuje że będą. Kiedyś.

 

Cel poboczny – podniesienie poziomu wyszkolenia naszych żołnierzy. Wykonanie – 100% - każdy żołnierz wracający z akcji potwierdzi, że nauczył się tam wielu nowych rzeczy. Celowania do podejrzanych cywilów. Odróżniania kamieni od min. Chronienia tłumaczy i reszty obsługi bazy, którą okoliczna ludność najchętniej rozerwałaby końmi (gdyby miała konie rzecz jasna). I przede wszystkim - trzymania języka za zębami.

 

Cel poboczny – ochrona dziedzictwa kulturowego regionu. Wykonanie – 100% - nasi żołnierze przejęci zadaniem, zdolni byli nawet do wymontowywania niektórych elementów chronionych zabytków, oczywiście w celu lepszej ich ochrony.

 

Cel poboczny – sprawdzenie jakości wyposażenia naszego wojska. Wykonanie – 100% - okazało się że praktycznie cały sprzęt, począwszy od butów, na transporterach kończąc, jest do dupy.

 

Cel poboczny – przetestowanie w warunkach bojowych morale naszego kontyngentu. Wykonanie – 100%, wyniki przekroczyły najśmielsze oczekiwania. Dezercje, wóda, narkotyki, ciemne interesy, naiwne bunty szeregowców – ewidentnie wskazują na to, iż rzeczywiście udało się wychwycić najważniejsze patologie gnębiące armię.

 

Po tak przeprowadzonym bilansie, nie ma się co dziwić, że minister Obrony Narodowej, może z czystym sumieniem ogłosić ewidentny sukces naszej misji w Iraku. W końcu udało się chłopaków stamtąd wyciągnąć, niech piją na miejscu, będzie taniej.

 

PS1. W tym roku uruchomiona została Irańska Giełda Ropy. Prowadzi ona handel tym surowcem w walutach innych niż dolar. Uruchomienie tej giełdy, poprzedzone było długimi miesiącami nerwowych operacji, mających na celu wykazanie, iż kolejna wojna, tym razem z Iranem jest koniecznością dziejową dla USA – w końcu Iran posiada na pewno broń masowego rażenia. To że w końcu do uruchomienia giełdy doszło, może wskazywać albo na to, że Iran się jakoś dogadał z USA w tym zakresie (całkiem niedawno świat obiegła informacja, że jest nadzieja na rozwiązanie konfliktu, bo ktoś tam się z kimś spotkał. Ciekawe po co się spotykał :D, w każdym razie giełda jakoś tak dziwnie trapiona jest ciągłymi awariami), albo że Iran powiedział sprawdzam – i okazało się że USA jednak nie stać na trzy wojny naraz. Może jakieś inne możliwości też są, ale te wydają mi się najbardziej prawdopodobne.

 

 

 

PS2: Trochę informacji z netu, można się zapoznać.

Szczególnie polecam teksty doktora Krassimira Petrova, którego tezy stanowią zasadniczą część tego wpisu :D:

 

http://www.financialsense.com/editorials/petrov/2006/0120.html

http://www.financialsense.com/editorials/petrov/main.html

 

Inne dane:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/System_z_Bretton_Woods

http://www.unic.un.org.pl/irak/oil_for_food_end.php

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_na_World_Trade_Center_i_Pentagon

http://wiadomosci.wp.pl/wid,5174266,wiadomosc_prasa.html?ticaid=16e10

http://rawstory.com/news/2008/911_widows_call_for_new_investigation_0205.html

 

PS3. Przepraszam wszystkich, którzy odnoszą wrażenie, że ja w moim powyższym poście wyśmiewam ofiary tragedii WTC. Nie to było moim zamiarem, co jak sądzę dość wyraźnie wynika z dalszej części postu. Moim celem było pokazanie, w jaki sposób tragedię potraktował rząd Busha - jawnie robiąc sobie jaja z całego narodu, używając tych śmierci do swoich celów. Mogę tylko jeszcze raz powtórzyć, że Ci konkretni ludzi padli ofiarą wielkiej polityki. 

 

Kalosh
O mnie Kalosh

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka