Lech Kaczyński wiedział o tym wcześniej, stąd jego niezdarny, zaskakujący gest z próbą zaproszenia Miedwiediewa. Udowadniając po kolei, że najpierw ka celaria, potem MSZ do Rosjan odpowiednie pisma wysłały zachowujemy się jak nierozgarnięte uczniaki. Gmatwamy obraz sprawy lokując ją w wewnątrzkrajowej rozgrywce między prezydentem i premierem.

Dla każdego dyplomaty na świecie komunikaty Rosji są czytelne - Lecha Kaczyńskiego u siebie nie chcą.
Udawanie gamonia to lepszy wybór od bycia nachalem.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)