To oczywiste, że lekarze związani kontraktem z NFZ muszą sprawdzać ubezpieczenie pecjentów, bo od tego zależy ich zapłata za poradę lekarską. Jednak karanie ich na przykład za oszustwo pracodawcy pacjenta jest absurdem, gdyż czegoś takiego nigdy nie będą w stanie sprawdzić ani temu zapobiec.
Powszechna opinia na temat "nędzy" lekarzy jest mniej więcej taka, jak ocena "kompetencji" ekipy Ryżego. To wystarczy, żeby nastawienie opinii dostatecznie dużej części społeczeństwa przeciwko konowałom nie było zbyt trudne.
No i dzięki temu "w mediach" i "w ludzie" dyskutuje się głównie o tym, co lekarzom wolno, a nie o drastycznej podwyżce cen leków, jaką w Nowym Roku zafundował Polakom gang Tuska.
Zdumiewające jednak, że na ten wabik daje się także łapać opozycja.
Tak zwane thin-tanki, czy inne instytuty sobieskiego powinny móc liczyć na zlecenia czy dofinansowanie z kasy np. PIS tylko wtedy, gdy są w stanie w ciągu kilku, kilkunastu dni zweryfikować dla zleceniodawcy wszelkie szacunki rządowe (np. czyim kosztem w rzeczywistości rząd zaoszczędzi na lekach 1 miliard i czy będzie to tylko 1 miliard?) oraz wiarygodnie oszacować finansowe skutki rządowych decyzji. Mnie, ani nikogo nie obchodzą ideologoczne brednie czy manifesty rozmaitych, korwinopodobnych staniłków.
Czy tak właśnie się dzieje?
Pytanie retoryczne.
Inne tematy w dziale Polityka