Te tysiące dzieciaków w wielu miastach Polski (na Warszawę też przyjdzie czas) to symbol czegoś, co już się wyrwało spod kontroli. Nawet jeśli ktoś ich do tego wyjścia świadomie sprowokował, pewny swego, że zdoła ich zmanipulować, pokierować i wykorzystać.
I choć krucjaty dziecięce zazwyczaj kończą się tak, jak się kończą, to ich skutki w świecie globalnej informacji mogą być bardzo głębokie i nieprzewidywalne.
Nigdy bowiem do tej pory w III RP tak wiele osób, tak młodych, w tylu miejscach, spontanicznie, nie manifestowało pod tak abstrakcyjnymi hasłami jak wolność, precz z cenzurą i rząd kłamie. A to jest zupełnie inna opowieść w porównaniu do protestów kibiców, bądź manifestacji "Żydów III RP" z PIS.
Po prostu społeczeństwu niebywale trudno będzie zapomnieć, że ich dzieci wyszły na ulice w obronie wolności. Tak jak demonstrującym.
Obyśmy tego nie zmarnowali.
Inne tematy w dziale Polityka