No coż, czy ktoś się zastanawiał na serio nad ewentualnymi zaletami scenariusza, w którym lepiej jest mieć cześć granicy wschodniej z putinowskim (lub jakims innym) CCCP niż z takim w sumie drańskim sąsiadem który może wyrosnąć na istotne zagrożenie wcale nie mniejsze niż ruskie?
Rózni jajogłowi piszą o jakich uwarunkowaniach, jakichś błędach w prowadzeniu polskiej polityki historycznej i te pe de. Ale mamy do czynienia z paskudnymi typami którzy na ustępstwa pod wpływem umiarkowanej perswazji nie pójdą za Banderę. Im pomników już się nie strąci z cokołów, dla nich Zbrodnia Wołyńska jest wojną chłopską tak jak dla kacapów obecna wojna jest 'operacją wojskową' czy czymś w ten deseń.
Załadając więc, że wariantem calkiem sensownym jest odejście od udawania, że to co wam Rodacy spada na glowy to czekolada można po prostu pójść na pełne zwarcie i zobaczyć kto na tym lepiej wyjdzie a przynajmniej groźbą takiego zwarcia sensownie grać, obojętnie jaka władza i gdzie siedzi.
Czy Polska jest już zupełnie pozbawiona atutów w tej rozgrywce i jakie kroki ma zamiar podjąć rząd, kroki konkretne a nie jakieś deklaracje, że eskalacja nie jest nikomu (istotnie nikomu?) potrzebna.
Konferencja w Gdańsku, w sumie bez istotnego znaczenia, oraz postawa władz Lwowa są przykładem jak to sobie Ukraincy widzą w praktyce. A Polacy?
I czy to Unia chce abyśmy dla jej dalekosiężnych celów znosili bez mrugnięcia bezczelność Żelenskiego i jego popychli? A także jaka jest wiarygodność Żełeńskiego po tym jak nie dotrzymał słowa danego Dudzie w Wiśle w styczniu 2022. Raz kacap zawsze kacap.
Komentarze
Pokaż komentarze (143)