Górnik to taki specyficzny człowiek. Rozpieszczany przez wszystkie władze od zakończenia drugiej wojny światowej. Od czasów Bieruta już był na specjalnych prawach i przywilejach, gdzie kumulacja ich przywilejów nastąpiła za Gierka, który stworzył kastę górniczą, z ogromnymi przywilejami. Gdy wszyscy musieli stać w kolejkach, oni dostawali wszystko na złotej tacy. Owszem, zbuntowali się Jaruzelskiemu, ale było to jakby wymuszone przez inne zawody i gdy nastała Solidarność, musieli się na taki stan rzeczy zgodzić. Oczywiście nie można pomniejszać ofiar z kopalni Wujek. To był jeden znaczący wyjątek, gdy górnicy się w jakiś sposób zbuntowali. Najgorsze jednak jest to, że gdy mordowani byli stoczniowcy, górnicy siedzieli cicho. Taka sam sytuacja było w Poznaniu 1956 roku. Nie wspominając o Ursusie, gdy władza robiła porządek z robotnikami. Tutaj historia jest dla górników bezwzględna.
Gdy nastała nowa rzeczywistość, każda władza musiała się podporządkować żądaniom górników. Gdy nie było po ich myśli, potrafili ruszyć na Warszawę i wymusić tym sposobem swoje przywileje. W oparach smrodu palonych opon, w dewastacji elewacji ministerstw, pokazywali, że im się należy coraz więcej i więcej i każda reforma ich nie interesuje. Ich ówczesna determinacja o zachowanie przywilejów a raczej stopień rozpieszczenia maiła uświadomić wszystkim, że są kastą uprzywilejowaną. Walczy wtedy o swoje i tylko swoje przywileje.
Nastała władza Kaczyńskiego. Przywileje zostały i z każdym rokiem ich przywileje rosły, tak samo jak zarobki. Dopieszczała ich Szydło, Morawiecki i Duda. Gdy miliony ton węgla zalewał Polski rynek, górnik milczał, grunt, ze dostawał pieniądze. Gdy innych Kaczyński niszczył, czy to niepełnosprawnych, nauczycieli, sędziów, służbę zdrowia, górnik siedział wygodnie w domu. Był obojętny na całe zło jakie kasta Kaczyńskiego robiła Polakom. Milczał, bo był dopieszczany. Był obojętny, bo za to mu władza płaciła. Tka samo jak wtedy gdy mordowali stoczniowców. Im się to po prostu nie opłacało, ani wtedy, ani dzisiaj.
I nastał dzień dzisiejszy. Rękami Sasina, Kaczyński chcę ograniczyć przywileje i zarobki górników. Chcę im zabrać miejsca pracy, czyli zamykać kopalnie, zabrać dodatkowe pensje, zmniejszyć zarobki. Chcę zredukować wydobycie. Oczywiście Kaczyński w jakiś sposób boi się górników i proponuję im po 100 tysięcy odprawy, myśląc w swojej naiwności, że tak jak inni z pazerności na taką propozycję się złapią. I tutaj widać, że gdy w innych zawodach odbywa się redukcja bez odpraw, górnik musi mieć ten przywilej ja otrzymać. Czyli, kasta uprzywilejowanych ma się dobrze.
Kaczyński chcę zrobić sasinadę górnikom. Zapowiedzi stają się już faktem realny. Istnieją propozycję, które gdyby to zaproponowała inna władza, górnik by wyrzuciłby od razu do kosza. Teraz jest tylko ciche stękanie i wstępna zgoda na zamykanie kopalń. Trzeba też pamiętać co obiecał górnikom w wyborach Duda, że nie pozwoli zamknąć ani jednej kopalni, ani ich przywilejów. Teraz górnik milczy. Dlaczego? Bo jak to było ostatnio, taki jest interes ludzi, którzy pod przykrywką związków zawodowych istniejących w kopalniach, chcą jeszcze bardziej się uwłaszczyć, zarobić na zamykaniu kopalń. Proces likwidacji jednej tylko kopalni może potrwać nawet kilka lat. Jest to proces długotrwały i kosztowny. Jak pokazały kiedyś media, istnieją powiązania biznesowe z związkami zawodowymi w różnych aspektach. Czy to przy demontażu maszyn, czy też w zabezpieczeniach. Ogólne zabezpieczenia wydobycia, remontów jak i pochodnych rzeczy potrzebnych w górnictwie są w firmach powiązanych z działaczami związkowymi. Więc sprawa jest jasna i konkretna. Na likwidacji zarobią jeszcze niektóre związki zawodowe i to ogromne pieniądze. Miliony złotych, które i tak muszą być wydane przez Kaczyńskiego. Tak więc jest okazja, żeby na zamykaniu kopalń jeszcze zarobić.
Gdy sasinada się w kopalniach pomału rozkręca, górnik siedzi cicho, bo mu tak związki karzą. Ogłupiony zwykły, ciężko pracujący na dole górnik przez związkowców, nie pojedzie sam od siebie do Warszawy przeciwstawić się pomniejszaniu pensji, zabraniu dodatkowych przywilejów finansowych, czy też zamykaniu mu miejsca pracy. Dostanie ochłap i niech się martwi, nie ważne, że ktoś inny na tym zarobi. Nie pojedzie górnik więc dewastować elewację ministerstwa. Ten brak reakcji na utratę pracy dobitnie świadczy, że kasta Kaczyńskiego kupiła sobie górników, ich spokój, ciszę, akceptację. Dzisiaj górnik stał się synonimem tego wszystkiego najgorszego co władza robi. Czyli liczy się tylko interes osobisty. Nie ma poczucia godności, empatii i ludzkiej wrażliwości. Sprzedali się górnicy obecnej władzy.
I jeszcze jedno. Niech jeden czy drugi górnik pieniactwem nie narzuca swojej narracji, że ma najgorszą pracę na świecie. Bo, po pierwsze, nikt mu nie kazał pod ziemią pracować. Po drugie, są inne zawody o wiele niebezpieczne też dla zdrowia. No i po trzecie, zarabiają na tyle dużo, łącznie z innymi przywilejami, że ich stękanie jest po prostu obrzydliwe i bezczelne. Niech siedzą więc sobie w domach, niech patrzą na ten cały syf jaki zgotował innym Kaczyński. Nikt już na was górnicy nie liczy, nikt już was nie ma za ludzi honoru. Byliście, jesteście i będziecie kastą uprzywilejowaną. Pupilami Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)