Białoruś jest przykładem jak można z godnością nie zgadzając się na totalitarne rządy walczyć, nie patrząc na konsekwencje. Dzisiaj to zwykli ludzie pokazali, że mają dość dyktatury. Ich sprzeciw pokazuję, że warto czasami walczyć kosztem zdrowia, aresztowania czy też poświęcając swoje życie. To co było iskrą, czyli sfałszowanie wyborów, teraz uruchomiło pokłady niezadowolenia z totalitarnych rządów Łukaszenki. Coś pękło w ludziach, którzy zrozumieli, że już czas zakończyć rządy zaściankowe. Ten zryw pokazuje, że państwo w swojej zgnilizmie jest tak naprawdę upadłe. Ten upadek musiał mieć swoje ujście, już nie wystarczyło poklepywanie po plecach przez władze, zakłamywanie rzeczywistości i spychanie odpowiedzialności na zgniły zachód. Białoruś pokazał nie tylko władzy środkowy palec, ale uświadomiła wszystkim, że chce być państwem otwartym, obywatelskim, nowoczesnym, gdzie milicja i służby są dla ludzi a nie tylko chronią jednego człowieka.
Białoruś powstała z kolan. Ten kraj zrujnowany nie tylko gospodarczo ale co najważniejsze, zdewastowany politycznie, gdzie zamordyzm, brak wolności obywatelskich i demokracji nie jest już wstanie istnieć w takiej postaci. Dyktator Łukaszenko rządził bezapelacyjnie, twardo i bezwzględnie. Niszczył opozycję, niezależność sądów i mediów. Tysiące ludzi musiało szukać pomocy na zachodzie, czy to w formie pracy czy tez z obawy o swoje bezpieczeństwo. Niezadowolenie musiało przyjść w szczególności, że objaw bezczelności i nepotyzmu Łukaszenki był coraz większy. Czara goryczy się przelała i naród się zbuntował.
Białoruś powstaje z kolan. Kraj w ruinie się przebudził. Teraz już nie mogą Białorusini odpuścić Łukaszence. Takie szansy na uwolnienie się od dyktatora może już nigdy nie nastąpić. Dzielny naród Białoruski jest przykładem, że tylko jak się chcę to można powstać z kolan. Ten przykład niech będzie ostrzeżenie dla rządzących w Polsce, że nie każde fałszowanie wyborów będzie przemilczanie jak to ostatnio z Dudą było. Ostrzeżenie, że demokracja i wolność obywatelska to są rzeczy święte i każde ich ograniczenie musi się spotkać z odpowiednią reakcją. Smutne, że odbywa się to na ulicach, gdzie leje się krew, są pobicia i aresztowania. Ale w tym wszystkim jest pozytyw, że nie ma dewastacji i chuligańskich ekscesów jak to było widać w Ameryce. Dzisiaj to ulica jest tym jedynym rozwiązanie, gdy wszelkie metody demokracji nie istnieją. Smutne to, ale niestety prawdziwe.
Białoruś może też być negatywnym przykładem dla innych. Łukaszenko pokazuję innym przywódcom, że nie cofnie się przed niczym, żeby zachować władzę. Fałszerstwa, nepotyzm, afery i skandale, zrujnowana gospodarka, niszczenie wolności i praw obywatelskich, tego właśnie broni Łukaszenko. Mając po swojej stronie aparat bezpieczeństwa, milicję, wojsko, czuję swoją przewagę. Jego desperacja i chęć bycia dalej dyktatorem, panującym satrapą doprowadziły do takiego stanu rzeczy, że ulica walczy o swoje prawa. Ten przykład walki brata z bratem, gdy krew leje się już codziennie, może uprzytomni innych, którym taka władza Łukaszenki się podoba, że władza raz dana nie jest nigdy wieczna. Władza zdobyta uczciwie nie może być pózniej przez fałszowanie utrzymana. Niech ta krew na ulicach Białorusi będzie ostrzeżeniem, że każda dyktatura ma swój kres, że nawet po dwudziestu latach zniewolony naród potrafi się zbuntować i obudzić ze swoistego letargu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)