Chyba każdy z dostępem do Internetu natknął się na masę złowróżbnych artykułów omawiających biologiczną klęskę naszej planety, która jest mocno skorelowana z szalonym konsumpcjonizmem pierwszego i – niestety – drugiego świata (do którego zaliczyłabym Polskę). Pandemia pokazała, jak bardzo jest od tego konsumpcjonizmu uzależniona gospodarka nowoczesnego świata: trzeba wciąż produkować i sprzedawać, kupować, wyrzucać i kupować od nowa. Konkurencja straszna, podobnie jak marnotrawstwo materiału i energii; a potem stosy śmieci wędrujące na wielkie wysypiska, do oceanu czy biednych krajów.
Jak sobie z tym poradzić? Jak pogodzić potrzeby producentów i konsumentów oraz dbałość o środowisko? Czy remedium na to jest nowy model gospodarki?
Jak widać napędzający PKB nieokiełznany wzrost gospodarczy mocno się kłóci z troską o środowisko, klimat, zasoby. Dlatego zamiast bezmyślnie walić bzdury w stylu: „Ratuj polską gospodarkę kupując u rodaka!”, postarajmy się jak najmniej szkodzić... planecie. W wymiarze jednostkowym oznacza to m.in. powstrzymywanie się od zbędnych zakupów, rozsądne oszczędzanie, promowanie jak najtrwalszych i prawdziwie ekologicznych produktów, etc.
A w wymiarze globalnym? Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to uniwersalny zakaz celowego postarzania produktów. To jednak kropla w morzu potrzebnych ustaw. Jedno jest pewne: nadchodzi nowy porządek, który zmiecie z areny politycznej śmieszne i nie przystające do rzeczywistości spory o przewadze kapitalizmu nad socjalizmem i vice versa.


Komentarze
Pokaż komentarze (164)