20 obserwujących
218 notek
185k odsłon
514 odsłon

Zielona świątynia

Wykop Skomentuj52


Mam to szczęście, że mieszkamy w dość bliskim sąsiedztwie jednego z lubelskich lasów, czyli Starego Gaju. Przedwczoraj wybraliśmy się tam całą trójką na maleńki spacerek (tzn. większość spaceru pochłonęła droga tam i z powrotem – lecz było warto!). Nawet o tej porze towarzystwo drzew jest niezwykle kojące, podobnie jak zapach zalegających ziemię, butwiejących liści. Ciszą jednak nie mogliśmy się cieszyć, gdyż przy lesie wybudowano peron: mamy teraz po sąsiedzku stację Lublin Zachodni. Słyszymy czasem w domu przelatujące pociągi (i to też jest fajne, wierzcie mi :)). A wracając do wycieczki, to naszemu maluchowi najbardziej podobało się huśtanie na pochyłych gałęziach. Cóż, pierwsze koty za płoty. Ważne, żeby pokazywać dziecku przyrodę i podkreślać jej wagę dla naszego zdrowia.

Z nostalgią wspominam własne włóczęgi po lasach okalających wieś Trzciniec, w której znajduje się działka moich rodziców. Są to, co prawda, zaledwie „plantacje sosny”, jak to kiedyś wzgardliwie określił nasz Salonowy mędrek ZetJot, niemniej nawet taki las jest na swój sposób cudowny. Podobno drzewa iglaste wydzielają korzystne dla zdrowia olejki eteryczne. Faktycznie, zapach wynagradza poniekąd ten nieprzyjemny porządek, w jakim rosną biedne sosenki. Ech, to były słodkie, dziecięce czasy... Bywało, że się gubiłam i musiałam leźć na przełaj polami, żeby gdzieś dojść, gdyż nie chciałam ryzykować szukania drogi powrotnej przez leśne gęstwiny. A komórki wtedy jeszcze nie miałam.

Później, w wieku dorosłym, do moich wędrówek po okolicznych borach dołączył Luby (zwany także – ku zgorszeniu niektórych – partnerem). Odkrywaliśmy nowe drogi do „naszej” wsi, wchodziliśmy na ambony, byliśmy cięci przez wielkie mrówy, cieszyliśmy się każdym „dzikim” odgłosem i życiem w ogóle. Oczywiście po urodzeniu dziecka sporo się zmieniło, musieliśmy na kilka lat zrezygnować z leśnych wycieczek. Ale że nasze maleństwo już się (choć od niedawna) nadaje się do wspólnego łazikowania, tedy będziemy ją nawet i teraz, na jesieni, wyciągać na łono natury. Marzy mi się, że wybierzemy się kiedyś na całodniową wyprawę do prawdziwej puszczy, nietkniętej ludzkim zarządzaniem (lub tkniętej w niewielkim stopniu). Do starego, naturalnego lasu, w którym panuje pozorny chaos, walają się gnijące kłody, a i większego zwierza można zaobserwować. Ot, takie skromne fantazyjki...

Lasu nie zastąpi grzeczny parczek czy ogród. Nawet taka „plantacja sosen” oferuje rozmaite dzikie atrakcje, jak plączące się i zanikające ścieżki, zastępujące drogę konary, jeżynowe zasieki czy obsikane przez „braci mniejszych” zarośla. I to poczucie, że jesteś z dala od cywilizacji, w wyłącznym towarzystwie rozświergolonych ptaków... Czysta magia. Dlatego każdy las należy w miarę możności chronić, przynajmniej przed zaśmiecającymi je durniami, ale i przed niepotrzebną wycinką.

Na zakończenie tej notki wstawię tak od czapy dawny wywiad z Adamem Wajrakiem, który przypomina, jak wielką wartość stanowi dla nas przyroda:

Poza tymi wielkimi zniszczeniami, jak wspomniane karczowanie dżungli, każdego dnia robimy dwie podstawowe rzeczy, które są zabójcze dla gatunków. Po pierwsze: zmiany klimatyczne przybrały bardzo gwałtowne tempo i nie ma już wątpliwości, że za efektem cieplarnianym stoi człowiek. Zwykle gatunki jakoś radziły sobie ze zmianami klimatycznymi, ale teraz te zmiany są zbyt szybkie. Po drugie - świat stworzony przez nas jest potwornie pofragmentowany. Pocięty przez drogi, pola, rozbity miastami. Nie ma już buforu, gdzie zwierzęta mogłyby uciec.


Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości