24 obserwujących
265 notek
257k odsłon
  225   0

Lemingiem być!


Wydało się: jestem jednak lemingiem! Nie dość, że nasz płodny bloger ZetJot określił tak ludzi żyjących w konkubinacie, to jeszcze doczekałam się kpiny ze strony Republikańca, który w styczniu wykpił takich jak ja pięknoduchów zorientowanych na przyrodę. O ile jednak teksty ZetJota są przesycone swoistą agresją i pogardą dla ludzi żyjących inaczej niż zostało to przyjęte, o tyle historyjka Republikańca jest nawet zabawna. Bohaterem jego notki jest mieszczuch, który od dziecięcych zachwytów nad wiejskim życiem przechodzi pod wpływem trudów i niepowodzeń do jedynie słusznego wniosku, że jednak wielkie miasto jest najlepszym miejscem do życia. LOL! :DDD Na szczęście od rozsądnego już ex-leminga chatkę w Bieszczadach odkupuje dwoje nawiedzonych głupków.

No dobrze, bajka bajką, a tymczasem wielu ludzi wyjechało na wieś i chwalą sobie to skądinąd trudne życie. Jeśli ktoś ma chęci, siły, wiedzę i możliwości, to potrafi nawet uprawiać w wielkim mozole ekologiczne warzywa, jak ten pan z dredami na filmiku śp. Adolfa Kudlińskiego:


Można? Można! Trzeba jednak być przygotowanym na potężny zapierdol. Facet z dredami nie jest naiwnym lemingiem. Tak samo jak lemingami nie są nasi wiejscy sąsiedzi, którzy kilka lat temu odkupili gospodarstwo państwa M. (naszych starych sąsiadów), i dojeżdżają stamtąd do pracy w mieście. Uratowali z rzeźni dwa konie (matkę i córkę), trzymają psy i koty. Zwierzaki są szczęśliwe i hasają sobie swobodnie (no, konie mają wyznaczone granice), a małżeństwo (?) ciężko pracuje, żeby utrzymać siebie i swoją zwierzęcą rodzinkę.

Co zatem różni leminga od nie-leminga? Zapewne idealistyczne wyobrażenie przyrody, życia bez dogodności cywilizacji i – przede wszystkim! – niechęć do ciężkiego wysiłku. Leming z bajki Republikańca po wypadku samochodowym z udziałem jelenia przeistacza się z wielkiego miłośnika zwierząt w ich śmiertelnego wroga. Bo dla leminga przyroda ma być słodka, bezpieczna i przyjazna. Jeśli coś ukąsi, ugryzie, zarysuje samochód, zeżre uprawy, to następuje szok i leminga ogarnia złość. Dlatego lemingi powinny żyć w wielkich miastach i raczyć się przyrodą jedynie na ekranie telewizora czy komputera.

Co do mnie, to chyba jestem takim pół-lemingiem: mam pewne wyobrażenie o trudach życia poza miastem, o udręce odgarniania śniegu, o częstej nudzie i frustracji z powodu izolacji od wygód metropolii, ale i tak bardzo, ale to bardzo chciałabym mieć dom. Taki pod miastem, ze sporą działką. Dom i maleńki sadzik. I tyle. [Mój partner (od brydża) odradza mi dom z dwuipółhektarową działką, którego ogłoszeniem się zachwyciłam.] I nie na zawsze, a tak na jakieś dwadzieścia lat, dopóki starczy nam sił, żeby samemu ogarnąć sprzątanie, reperowanie, zajmowanie się ogrodem.

Ale to na razie tylko fantazje. Czy warto je realizować?


Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości