31 obserwujących
306 notek
302k odsłony
  1242   3

Homo sovieticus = homo interneticus? Potęga tępego motłochu.


Nikt z nas chyba przyznałby się ani publicznie, ani przed samym sobą, że jest półgłówkiem, ignorantem, prostakiem czy chamusiem, który jest o krok od taplania się w błocie jak świnia. Zapewne w chwilach największej pokory przyznajemy, że nie grzeszymy mądrością i mamy co nieco na sumieniu, niemniej zaraz dodajemy, że tak poza tym jesteśmy całkiem bystrzy, nie dajemy wiary głupotom, a w życiu doszliśmy do wszystkiego własną pracą. Szacunek do samego siebie to nieodzowny składnik woli życia, prawda? Ciężko jest normalnie funkcjonować, jeśli uważamy siebie za kompletnych idiotów (Forrest Gump był wyjątkiem) czy pozbawione godności szuje (każdy usprawiedliwia się jak może ze swoich mniejszych czy większych podłości).

Cóż, może i większość faktycznie nie jest taka najgorsza, nie skurwiła się i potrafi przeprowadzić proste obliczenia pozwalające na swobodne lawirowanie w świecie rzeczywistym, jeśli by jednak oceniać ogół po tym, co ogląda, czyta, pisze i lajkuje w Internecie, wyłania się dość ponury obraz współczesnego człowieka. Sieć pozwoliła nam na dotarcie do mnóstwa informacji, dokształcanie się, poszerzanie horyzontów, poznawanie interesujących ludzi, przyglądanie się danej sprawie pod różnymi kątami oraz wymienianie argumentów z ludźmi z całego globu. Niestety, stała się także oazą dla żądnych poklasku fanatyków i idiotów, niewyczerpanym źródłem bezmyślnej rozrywki pod postacią głupawych filmików, memów i historyjek, miejscem nieograniczonego lansu na portalach społecznościowych oraz wspaniałą szansą dla każdego prymitywa, żeby wylać żółć na każdego, kto mu się nie spodoba. Niestety, sama nie jestem bez winy, gdyż celowo wywołałam niejedną gównoburzę i cieszyłam się z ogromnego odzewu.

Dlaczego tak się dzieje? Czy naprawdę większość z nas jest głupia, chamowata i niezdolna do zrozumienia co bardziej skomplikowanego tekstu? Czy jesteśmy genetycznie zaprogramowani na klikanie, upvotowanie i subskrybowanie niemal wyłącznie tych filmów i artykułów, które są bardzo prościutkie, bezwstydnie schlebiają naszemu ego i potwierdzają naszą wizję świata? Czy zalew agresywnych i nonsensownych komentarzy świadczy o tym, iż większość ludzkości należałoby określić mianem motłochu? To bardzo pesymistyczny, może nieco przerysowany obraz, ale... czy fałszywy? A może to sam Internet tak źle na nas wpływa? W realu przecież nie zachowujemy się jak banda naćpanych emocjami kretynów. To jak to w końcu jest: czy Internet zmienia nas na niekorzyść czy raczej ujawnia głęboko skrywane pokłady durnoty i podłości?

Jakiś czas temu natrafiłam na dość intrygujący tekst na rp.pl, którego nie umiem jednoznacznie ocenić. Daje po części odpowiedź na pytanie, dlaczego jako masa jesteśmy tak bezmyślni i żałośni, aczkolwiek nieco naciągana wydaje mi się sugestia, że kiedyś było lepiej. Najlepiej ducha tej wypowiedzi oddaje poniższy fragment:

Podstawą rosnących żądań zaspokajania przez „świat" wszelkich potrzeb życiowych staje się przekonanie, że „wystarczy być". Sam fakt pojawienia się na świecie rzekomo uzasadnia coraz większą liczbę praw i wiarę, że wszystko wolno, a do niczego nie jest się zobowiązanym. Ludzie tak kształtowani, prymitywni, przeciętni i banalni, w dodatku „mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi, i do narzucania tych cech wszystkim innym". Uderzający jest ich infantylizm i rozkapryszenie. [...] pospolitość i prymitywizm ludzi [są] tak powszechne, że nawet ktoś, kto stara się opisać te fakty, musi również sobie przyglądać się z najwyższą uwagą, obawą i krytycyzmem.

Zachęcam do przeczytania całości, naprawdę warto: TUTAJ.

Jeśli po przeczytaniu tego artykułu westchnąłeś pod nosem: „Mój Boże, przecież to o mnie!”, to witaj w klubie. Twierdzę wszak, iż rzeczywistość, choć jedna i ta sama dla każdego, jest przez każdego odbierana subiektywnie i emocjonalnie; że się jest takim, jakim się jest i nie trzeba się silić na wybitność; wreszcie, że każdy zasługuje na opiekę ze strony państwa. Okazuje się jednak, że szalony dobrobyt wraz z trendem ultratolerancji pchają nas ku coraz większemu zdziecinnieniu. Motłoch panoszy się w Wielkiej Sieci, która zastąpiła – jak to napisał niedawno Hephalump – arenę, na której walczyli gladiatorzy. Ten jednak, kto chciałby ją w dobrej wierze ocenzurować, mógłby doprowadzić do unicestwienia jedynej już ostoi wolności. I tak źle, i tak niedobrze.

Czy istnieje zatem szansa na „uratowanie” zdegenerowanej ludzkości? Sami siebie nie uleczymy. Wydaje mi się, że jesteśmy już intelektualnie straceni. Nasze mózgi kurczą się na podobieństwo białych narodów. Nie uratuje nas najlepsza nawet reforma edukacji. Jeśli starzy, czyli ludzie wychowani w PRLu, zachowują się w Internecie jak oszalała z nienawiści trzoda, to jak mają się zachowywać młodzi? Skąd mają czerpać wzorce? Potęga opinii publicznej, opinii wulgarnego motłochu, kształtuje politykę, stosunki międzyludzkie, a być może i osobistą moralność większości jednostek. To mnie przeraża. Jak uchronić przed tym dziecko? Powiedzieć mu, że większość współplemieńców to ludzie niegodni zaufania i jedynym wyjściem jest posunięty do granic możliwości nonkonformizm? Brzmi jak recepta na totalne osamotnienie. :(


Lubię to! Skomentuj187 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo