33 obserwujących
354 notki
357k odsłon
  1466   0

Ludzie coraz chętniej występują z Kościoła


Dawnymi czasy ekskomunika, czyli wykluczenie z Kościoła, wiązała się z ogromnym cierpieniem i wykluczeniem społecznym osoby, na którą spadła. Dzisiaj zwykli, przeciętni obywatele nie traktują już przynależności do rzekomej „oblubienicy Chrystusa” jako czegoś oczywistego; niejedna osoba decyduje się oficjalnie wystąpić z grona wiernych. Po części ma to zapewne związek z naturalnym zanikiem wiary w zbawienie wyłącznie w Kościele, a po części jest wynikiem licznych skandali, jakie od lat toczą wzmiankowaną instytucję.

Po opublikowaniu raportu na temat seksualnego wykorzystania dzieci i młodzieży w archidiecezji Monachium i Fryzyngi bawarskie urzędy stanu cywilnego w Bawarii przygotowują się na zalew wnioskami o wystąpienie z Kościoła. W samym tylko Monachium od czasu opublikowania raportu w czwartek, 20 stycznia, doliczono się około 650 umówionych wizyt w celu apostazji – wynika z danych biura administracyjnego KVR. To ponad dwa razy więcej, niż można by się spodziewać.

To, co dawniej oznaczało śmierć cywilną i duchową, dzisiaj jest traktowane jak swoista konieczność w obliczu zeszmacenia się potężnej swego czasu megakorporacji. Kolejne odsłony, raporty oraz doniesienia o księżach-pedofilach budzą w osobach świeckich takie obrzydzenie, że nie chcą dłużej tkwić w toksycznej relacji z Kościołem. I czy można im się dziwić? Nawet jeśli przyjmiemy, że liczba zboczeńców jest bardzo niska w przeliczeniu na wszystkich duchownych, to indolencja (żeby nie napisać mocniej) przełożonych tych pierwszych bardzo źle świadczy o ich kondycji moralnej. Dzisiaj rozliczani są nie tylko ci, którzy bezpośrednio krzywdzili dzieci, ale i ci, którzy do informacji o owych odrażających postępkach podchodzili bez należytej troski o ofiary.

W Polsce apostazji jest zapewne o wiele mniej (nie sprawdzałam), lecz i my zaczniemy za jakiś czas domagać się wykreślenia z dokumentów parafialnych. To oraz coraz mniejsza liczba chrztów nieubłaganie wyznaczają nowy trend cywilizacyjny: już nie jesteśmy kontynentem chrześcijańskim; wkroczyliśmy w erę postchrześcijańskiego humanizmu, w którym religijna obrzędowość jest zaledwie dodatkiem do laickiej kultury. Jakie to przyniesie owoce – nie wiadomo. Nie wydaje mi się jednak, żeby istniał choćby cień szansy na powrót dawnej chwały Kościoła. Przyznaję, że mnie to cieszy, gdyż nie pałam sympatią do organizacji tak ułomnej i opętanej wszelkimi możliwymi przywarami. Ale też nie mogę uczciwie napisać, że świat bez religii będzie na sto procent lepszy. Nie, będzie po prostu... inny.
















Lubię to! Skomentuj231 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo