Żyjemy w czasach wielkich przemian społecznych. Rozmaite filozofie, ideologie i religie walczą o ludzkie dusze; niejeden guru oferuje „duchowe” kokosy, oczywiście w zamian za posłuszeństwo określonej doktrynie. W świecie wielu nurtów, światopoglądów i etyk nie ma już prostego podziału na bogobojną prawicę i bezbożną lewicę. Ludzie, zwłaszcza ci młodzi i jeszcze „nieurobieni”, mają przed sobą tyle wyborów, że czują się skołowani i nierzadko wpadają w wewnętrzny konflikt, gdyż każda filozofia, ideologia i religia chce mieć wyłączność na ich „moralną percepcję”.
A przecież jakiś wybór jest dokonywany. W okolicach czterdziestki, gdy młodzi-gniewni zamieniają się w starych-wkurwionych (jak głosi pewien wierszyk ;)), jesteśmy już na tyle ukształtowani, że nieomal nie sposób nas nakłonić do zmiany poglądów. Czy jednak wybraliśmy dobrze? Czy jesteśmy mądrzy i moralni? To już kwestia dyskusyjna. Polecam bardzo ciekawy artykuł o moralności:
Właśnie tak: uczucia mówią CO robić, a rozum – JAK to zrobić. :) Tę prawdę wielu ludzi bezustannie wypiera, wmawiając sobie, że są opanowani, niepodatni na emocjonalne wahania, a ich wybory i osądy nie zależą od nastroju. Ot, łagodzące osobisty Weltschmerz kłamstwo, w które paradoksalnie chce się wierzyć tym bardziej, im bardziej jest się osobą uczuciową (to już moja obserwacja).
Tytułowe pytanie dotyczy SUMIENIA. Co to w ogóle jest? Ja to określam jako wewnętrzny kompas, który kieruje nas w stronę właściwego etycznie postępowania. Jak ono się formuje? Jak dojrzewa? Kto ma na nie wpływ? Dawniej to Kościół pouczał nas, co jest dobre, a co złe, dzisiaj ta instytucja nie daje już nam aż takiego oparcia. Samo musimy się zmagać z wątpliwościami, często wpadając z tego powodu w depresję. Ja jednak wolę być pełna wątpliwości i pytań niż taplać się w bagienku religijnego samozadowolenia. Dawniej moje sumienie kształtowały książki i filmy dla młodzieży, które uczyły cnót, wartości i zasad. Dzisiaj skłaniam się do ostrożnej wiary w Boga, a za podstawę swojej moralności uznaję regułę: Nie czyń celowo i bezpośrednio niczego złego niewinnym ludziom. Chrystus ujął to nieco inaczej, ja jednak nie jestem aż tak radykalna, by traktować wroga jak przyjaciela. ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (22)