Nie boję się nowinek, nie uważam nowoczesności za zagrożenie, nie narzekam na rzekomo gorzej wychowanych młodych i – jeszcze ;) – nie stałam się „babersem” (czyli odpowiednikiem „dziadersa”). Przeciwnie – wiele rzeczy jest znacznie lepszych niż za mojego dzieciństwa i młodości, nie mówiąc o czasach moich rodziców czy dziadków. Nie uważam jednak, iż wszystko idzie w dobrym kierunku. Pewne zjawiska bardzo mi się nie podobają.
Na przykład to:
Czy to ma jakikolwiek sens? Czy to jest etyczne? I czy to jest właśnie TO, co stanie się kiedyś normą? „Ożywianie” zmarłych dawno temu ludzi na ekranach naszych urządzeń, oczywiście w celu zarobkowym, wydaje mi się czymś odrażającym. Ale przecież pecunia non olet, prawda? Nasi potomkowie będą pewnie przyjmowali to za równie naturalne, jak my przyjmujemy smrodliwe miejskie szalety, a nasi pradziadowie przyjmowali wysoką śmiertelność swoich dzieci. I nikt się nie będzie buntować.
(A może tylko do czasu? ;))


Komentarze
Pokaż komentarze (180)