Jakiś czas temu pan Jarosław Kaczyński ogłosił, że Kościół jest jedynym depozytariuszem wartości moralnych. Później pan Przemysław Czarnek wyskoczył z teorią, że Polski bez Kościoła być nie może. Czy mieli rację? Zachęcam do przeczytania długiego, lecz bardzo smakowitego artykułu:
Tekst aż się prosi o skomentowanie, mamy tutaj bowiem sporo danych, które warto ocenić przez pryzmat własnego doświadczenia. Czy rzeczywiście Polska jest podzielona na dwie strefy: samozwańcze i mocno prące na laickość „elity” tudzież wierne Kościołowi i żyjące według narzuconego im przezeń rytmu pospólstwo? Odnoszę wrażenie, że jest to tylko po części prawda. Podział przebiega raczej po linii starzy-młodzi. Ci drudzy laicyzują się chyba najszybciej na świecie. Ale z drugiej strony... coś w tym jest. Celebryci (poza wyjątkami) odcinają się od nauk Kościoła i „promują” iście libertyński styl życia (zdrady, rozwody, ekshibicjonizm, prowokacje). Czy jednak to oznacza, że z kolei „lud prosty” odznacza się typowo katolicką moralnością? Skądże znowu. Według rozmaitych sondaży Polacy nie przestrzegają zaleceń wzmiankowanej instytucji, są więc w zasadzie tylko katolikami fasadowymi.
Ta schizofreniczna wręcz rozbieżność pomiędzy deklarowaną wiarą w prawdziwość chrześcijaństwa a zgoła niechrześcijańskimi poglądami i postępkami jest zapewne wynikiem potrzeby zagnieżdżenia się w jakieś solidnej wspólnocie. Trzeba przyznać, iż Kościół wywiązał się z tego znakomicie: stworzył podwaliny pod cywilizację europejską i zespolił tę część ludzkości niepodważalnymi założeniami moralnymi, które nieliczni mieli odwagę otwarcie odrzucić, chociaż większość zapewne traktowała je zaledwie jako element zewnętrznego image'u. Teraz jednak, w dobie kryzysu zaufania wobec rzekomej „oblubienicy Chrystusa”, okazało się, że społeczeństwo jest podzielone na tych, którzy (jeszcze) ten hierarchiczny twór szanują oraz na tych, którzy śmiało obnoszą się ze swoją dlań pogardą. I chyba jasnym jest, kogo niedługo będzie więcej.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)