O książkach to ja mogę pisać dużo, długo, rozwlekle i męcząco. :) Tak jak samo czytanie jest super fajne, tak i czytanie o czytaniu – również. Dzisiaj na tapecie kwestia „gorszych” lektur. Czy warto czytać byle co, byle tylko były to słowa ułożone w zdania? Polecam poniższy artykuł:
No więc właśnie, czytać zdecydowanie warto, ale czy wszystko? Jeśli ktoś pochłania przede wszystkim, dajmy na to, mierną fantastykę, tandetne poradniki życiowe, same komiksy czy literaturę typu „young adult”, to ubogaca swoje jestestwo czy raczej je zubaża? Przyznam, iż mam tutaj nie lada problem z oceną. Z jednej strony lepiej czytać niż nie czytać; z drugiej – jedne dzieła pomagają nam „wzrosnąć” w mądrości, inne ściągają nas w dół. Pasienie się literackim „fast foodem” może nas ogłupiać, gdyż karmimy w ten sposób nasz umysł prostackim słownictwem, miernymi skojarzeniami, jarmarcznymi obrazkami, najprymitywniejszymi z emocji.
Przykłady? Pamiętam swoje wrażenia z głośnej swego czasu powieści H. Fielding pt. „Dziennik Bridget Jones”. Na początku pamiętnik „grubej” bohaterki wydawał mi się faktycznie interesujący i błyskotliwy, jednak w miarę pożerania kolejnych stron czułam coraz większe znużenie; po pewnym czasie nastąpił przesyt, gdyż uznałam przemyślenia protagonistki za miałkie i nudne. Będąc fanką literatury grozy (kiedyś, dzisiaj już nie tak bardzo) przeczytałam „Macki” H. A. Knighta oraz „Las” G. N. Smitha. Z trudem dotrwałam do końca, taka to była szmira. Co jeszcze? Po dwóch czy trzech opowiadaniach porzuciłam lekturę „Weźmisz czarno kure” Pilipiuka. Być może jeszcze wrócę do serii o Jakubie Wędrowyczu, lecz kilkanaście lat temu odłożyłam ją z racji jej płytkości i przewidywalności.
Czy jednak to, że coś nas nuży, oznacza, że jest to rzecz kiepska, niewarta uwagi? Pamiętam, jak w wieku piętnastu lat z trudem przebrnęłam przez „Przemyślnego szlachcica Don Kichote z Manchy” Cervantesa. W tym przypadku ewidentnie było za wcześnie na tak ambitną lekturę. Tak samo zadziało się z „Władcą pierścieni” Tolkiena, które to dzieło uznałam za nazbyt ciężkie. A było to w czasach, kiedy czytałam niemal wszystko. :) Alas, do wielu wspaniałych książek trzeba dorosnąć. Dopiero wiek dojrzały pozwala rozsmakować się w słowie, delektować stylem, zachwycać kunsztem pisarskim.
Podsumowując: czytajmy to, co dobre, wartościowe, naprawdę ciekawe. Nie katujmy się byle jaką prozą czy poezją, życie jest zbyt krótkie, by pochłaniać głównie duchową sieczkę. Nie nawołuję jednak do całkowitej rezygnacji z literatury niższych lotów; od czasu do czasu można sobie pozwolić na coś intelektualnie „lżejszego”, byleby to nie było – rzecz jasna – zaledwie szeroko rozreklamowanym gniotem.



Komentarze
Pokaż komentarze (132)