Już na dniach dowiemy się, czy tzw. edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym czy jednak pozostawi się ją do wyboru rodziców bądź pełnoletnich uczniów.
Podobno uczniowie masowo wypisywali się z tych zajęć, podobnie zresztą jak z katechezy. Najwyraźniej zarówno te promowane przez panią Nowacką, jak i przez Kościół Rz-K lekcje są dla młodych ludzi nieszczególnie ciekawe. A jednak obydwie strony obstają, żeby były obowiązkowe (w przypadku katechezy – wymiennie z etyką). Czy to jest w porządku? Czy przymus cokolwiek zdziała?
Tak, szkoła sama w sobie jest przymusem. I pewnie dlatego jest tak bardzo znienawidzona przez część młodzieży. Czy warto ją obrzydzać jeszcze bardziej?


Komentarze
Pokaż komentarze (36)