Bloger Logicznie Myślący raz po raz zarzuca ludziom trzymającym zwierzęta w mieszkaniach okrucieństwo. Jego zdaniem zwierzaki męczą się, będąc trzymanymi w ciasnych pomieszczeniach. Jest to według niego tylko paskudny ludzki kaprys, powodowany rzekomym bambinizmem. No cóż, bloger Logicznie Myślący nie odrobił lekcji i nie zapoznał się z właściwym znaczeniem tego słowa. Polecam mu to nadrobić. Czy natomiast ma rację, że psy i koty są ofiarami ludzkiego pragnienia, by mieć „żywą maskotkę”? Poczytajmy krótki artykuł napisany przez ekspertkę:
Czyli mieszkanie w bloku nie musi się wiązać z katorgą dla psa.
Podobnie myśli domorosły znawca przyrody Animalus, aczkolwiek pisze o tym pobieżnie:
A to opinie weterynarza na temat wychodzenia lub niewychodzenia kotów poza obręb mieszkania:
Generalnie można by powiedzieć, że artykułów na temat zdolności adaptacyjnych zwierząt DOMOWYCH jest bardzo dużo. Zwierzęta DOMOWE zostały tak ukształtowane przez człowieka, by dopasować się do określonych warunków bytowania. W szczególności dotyczy to psów, które nie muszą mieć potrzeby całodziennego brykania na wolności, żeby być szczęśliwymi. Za to kochają swoich właścicieli i czują się z nimi dobrze.
Z moimi poglądami nie zgadza się jedna blogerka, która uważa, że nie należy trzymać zwierząt w mieszkaniu (a w domu?). Zachęcam dla równowagi do przeczytania artykułu: https://zielona.interia.pl/zwierzeta/news-kto-kocha-zwierzeta-nie-hoduje-ich-w-domu-nawet-psow,nId,6578951 Niestety, autorka wymienia raczej WYJĄTKI, np. genetyczne modyfikowanie ras czy trzymanie psa husky w bloku bez odpowiedniej dawki spacerów, więc trudno orzec, dlaczego uważa, że każdemu domowemu, trzymanemu dla towarzystwa zwierzęciu dzieje się krzywda. Dla autorki ideałem jest jednak to, co i dla Logicznie Myślącego, czyli przywrócenie psów i kotów ich naturalnemu środowisku. Motywuje to także troską o przyrodę, która cierpi z powodu naszej „fanaberii” hodowania zwierzaka w domu.
Kto chce, może się zatem zgodzić z Logicznie Myślącym lub ze mną. Dodam tylko, że my akurat mamy dwa koty w mieszkaniu, i dręczą mnie faktycznie wyrzuty sumienia, że są one trzymane na tak małej powierzchni, ale rekompensują im to nieco spacery (na smyczy). Z kolei moi rodzice przyswoili masę kotów całkowicie wychodzących, które jednak z racji pałętania się na dworze doznawały często kontuzji, wypadków, a nawet śmierci. Zupełnie jak dzikie koty.



Komentarze
Pokaż komentarze (89)