Pamiętam jak przez mgłę, jaką satysfakcją napawały mnie kolejne „sukcesy” mściciela z serii „Życzenie śmierci”. Oczyszczanie ulic z mętów, bydlaków, szumowin, agresorów, rzezimieszków – było dla mnie czynem chwalebnym. Wciąż zresztą robi się filmy o takich ludziach, lecz w prawdziwym życiu chyba byśmy ich nie zaakceptowali.
Najrozmaitsze ścierwa, które powinny wisieć za jaja, wychodzą z kicia po odsiadce w jeszcze gorszym psycho-moralnym stanie niż byli przez zasądzeniem kary. Jaka na to rada? Może więzienie nie jest najlepszą z opcji? Czy jednak oznacza to, iż wpychanie takiemu delikwentowi pałki do tyłka powinno nam sprawiać radość? Ja bym go palcem nie tknęła na komisariacie, gdybym tylko wiedziała, że za swój haniebny postępek zostanie – choćby i pod znieczuleniem – legalnie wykastrowany. Niestety, tak pięknej kary w naszym kraju (jeszcze) nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)