Emerytowany nauczyciel akademicki, tłumacz, publicysta, prozaik, bloger niezależny Echo24 napisał notkę Czy Kodeks Karny nie obejmuje prezydenta RP?
Echo24 zadaje proste, a nawet — mogę powiedzieć — prymitywne pytanie i jest to sygnał, który musi niepokoić każdego odbiorcę tekstu. Osobiście cenię Echo24 i staram się unikać sporów dyskusyjnych nieprowadzących do celu, jednak tekst człowieka w miarę inteligentnego i wykształconego, jakim jest Echo24, musi niepokoić nawet absolwenta siedmioklasowej szkoły podstawowej.
Jeśli tacy ludzie jak Echo24 nie znają podstaw prawa kraju, w którym żyją, to zbliżamy się do upadku państwa i skazujemy się na wieczną niewolę. Tragedią jest też to, że „wybitne” matołki nazywają siebie elitą i głosem narodu.
Przejdę jednak do odpowiedzi na pytanie zadane przez Echo24.
Państwo wymaga od obywatela wiele. Aby prowadzić samochód — trzeba przejść badania. Aby pracować — trzeba wykazać zdolność do wykonywania obowiązków. Aby uczestniczyć w procesie sądowym — trzeba być zdolnym do świadomego udziału.
A czy tego samego wymaga się od tych, którzy państwem rządzą?
Logicznie rzecz biorąc — powinno. Skoro urzędnik czy polityk podejmuje decyzje wpływające na życie milionów ludzi, to jego zdolność do działania powinna być poza wszelką wątpliwością. Nie chodzi tu o poglądy, lecz o elementarną sprawność: umysłową, zdrowotną, organizacyjną. Polskie prawo częściowo ten problem dostrzega — ale czyni to ostrożnie.
Zgodnie z Konstytucją RP (art. 131 ust. 1), jeżeli Prezydent nie jest w stanie sprawować urzędu, jego obowiązki przejmuje Marszałek Sejmu. Natomiast art. 131 ust. 2 pkt 4 przewiduje sytuację, w której Trybunał Konstytucyjny może stwierdzić „przejściową niemożność sprawowania urzędu przez Prezydenta ze względu na stan zdrowia”.
To ważny przepis — pokazuje, że nawet najwyższy urząd w państwie nie jest całkowicie wyjęty spod oceny zdolności do działania.
Podobnie w przypadku pracowników administracji publicznej obowiązują ogólne przepisy prawa pracy. Kodeks pracy (art. 229) przewiduje obowiązkowe badania lekarskie pracowników, potwierdzające ich zdolność do wykonywania pracy.
A jednak istnieje wyraźna granica.
W przypadku osób wybieranych w wyborach — posłów, senatorów — ich mandat pochodzi bezpośrednio od obywateli. I tu pojawia się napięcie: czy państwo ma prawo badać zdolność osoby, którą wybrał naród?
Z jednej strony — logika odpowiedzialności.
Z drugiej — logika demokracji.
Dlatego mechanizmy kontroli istnieją, ale są ograniczone i uruchamiane tylko w wyjątkowych sytuacjach. Nie mogą być narzędziem bieżącej walki politycznej, bo wtedy przestałyby chronić państwo, a zaczęłyby je destabilizować.
Pozostaje więc pytanie, które rzadko pada wprost: czy większym zagrożeniem jest brak kontroli — czy możliwość jej nadużycia?
I być może właśnie dlatego ustawodawca wybiera drogę pośrednią:
lepiej zaryzykować niedoskonałość, niż stworzyć narzędzie, które mogłoby zostać użyte przeciwko samej zasadzie wyboru.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)