37 obserwujących
379 notek
344k odsłony
1146 odsłon

Biały Słoń – polskie przedwojenne obserwatorium na górze Pop Iwan

Wykop Skomentuj15

Kiedy byłem studentem 1. roku astronomii na Uniwersytecie Warszawskim, mnie i moich kolegów zabrano na zwiedzanie obserwatorium w podotwockim Ostrowiku. Jedną z atrakcji było oglądanie ciekawych obiektów na niebie przez spory refraktor (teleskop soczewkowy), który wyciągano z blaszanej budy. To za jego pomocą po raz pierwszy zobaczyłem „na żywo” pierścienie Saturna. Nie wiedziałem wtedy, że luneta ta ma długą i ciekawą historię, a jej pierwotną kwaterą była góra Pop Iwan. Szczyt ten, należący do pasma Czarnohory, znajduje się obecnie na terenie Ukrainy, ale przed wojną przebiegała przez niego granica polsko-czechosłowacka, a po rozpadzie Czechosłowacji – polsko-węgierska. Przez krótki czas tuż przed II Wojną Światową istniało tam polskie Obserwatorium Astronomiczno-Meteorologiczne im. Józefa Piłsudskiego.

image

Położenie Popa Iwana na mapie Polski z 1939 r. (mapa: Mariusz Paździora, wiki, CC licence)

Z inicjatywą budowy tego obserwatorium wystąpił w 1935 roku prezes Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, generał Leon Berbecki. O zorganizowanie całego przedsięwzięcia Berbecki poprosił dyrektora Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego, profesora Michała Kamieńskiego. Prace rozpoczęto w 1936 roku, a uroczyste otwarcie nastąpiło już w lipcu 1938 roku. Z powodu wysokich kosztów budowy (1 milion ówczesnych złotych), placówka zyskała nieformalną ironiczną nazwę „Biały Słoń”. Kierownikiem Obserwatorium mianowano meteorologa i geografa, a także wielkiego miłośnika gór Władysława Midowicza. 

Instrumentarium Białego Słonia było dość nowoczesne, choć nie dorównywało oprzyrządowaniu najlepszych ówczesnych obserwatoriów na świecie. Były to dwa refraktory o średnicy soczewek 33 i 25 centymetrów, a także aparatura meteorologiczna. Niestety, z astronomicznego punktu widzenia miejsce wzniesienia tej placówki było fatalne, gdyż warunki pogodowe panujące na Popie Iwanie umożliwiały prowadzenie obserwacji zaledwie w ciągu około 30 nocy w roku.

image

Pop Iwan (fot. Rafał Kozubek, wiki, CC licence)

Obserwatorium działało do września 1939 roku, a po agresji Związku Sowieckiego na Polskę personel placówki ewakuował się na Węgry zabierając ze sobą oba teleskopy. Po wojnie wróciły one do Polski i obecnie służą do celów pokazowych. Jeden z nich znajduje się w Planetarium Śląskim w Chorzowie, natomiast drugi w obserwatorium w Ostrowiku. I to właśnie przez ten drugi mogłem podziwiać piękno pierścieni Saturna.

W trakcie II wojny światowej budynki na Popie Iwanie zostały ciężko zrujnowane i w takim stanie pozostawały przez dłuższy czas. W ostatnich latach we współpracy polsko-ukraińskiej rozpoczęto remont obiektu, prace postępują jednak powoli. Obecnie mieści się tam placówka ratownictwa górskiego.

image

Ruiny Białego Słonia (fot. Marek K. Misztal, wiki, CC licence)


Niedawno buszując po internecie natknąłem się na wspomnienia kierownika Białego Słonia – Władysława Midowicza. Tekst jest niezwykle ciekawy; opisuje nie tylko działalność samej placówki i jej losy, ale także związaną z nią otoczkę społeczno-polityczną, jak również stosunki etniczne panujące na rubieżach II Rzeczpospolitej. Ja wybrałem z niego trzy fragmenty. 

Pod koniec sierpnia odbyło się formalne otwarcie obserwatorium, rozpoczęte tuż przed przybyciem kilkudziesięciu gości z Warszawy niezwykłą wręcz awanturą, zrobioną prowadzącemu budowę architektowi przez gen. Berbeckiego, który przybywszy o godzinę wcześniej wpadł we wściekłość widząc niektóre niedokończone partie wnętrza, mimo niedawnych i uroczystych przyrzeczeń, że klucze do całkowicie wykończonego obiektu zostaną oddane tuż przed uroczystością. (…) Przyjęcie (obiad) na miejscu organizował jakiś „profesor” z Warszawy, podobno dawny plutonowy i ordynans Berbeckiego z Legionów, który objął także dostawę „stylowego” umeblowania dla Obserwatorium. W rezultacie szafy sklecone z politurowanej dykty doszły na szczyt góry w stanie dość żałosnym, a „pan profesor” opuściwszy obiekt pod wieczór, zabrał cichaczem na huculskim koniku dwie pękate walizy nieotwartych koniaków i kilkanaście talii nierozpieczętowanych kart do gry. 

Sam obiad, wydawany w dwóch salach, przebiegał dość oryginalnie. W dolnej sali goście podrzędniejszej klasy otrzymywali go w postaci dużej ilości zakąsek i alkoholu. W górnej sali natomiast sanacyjne towarzystwo z marszałkiem Prystorem na czele zdążyło zjeść zupę, a kilkunastu otrzymało z dużym opóźnieniem nawet pieczyste, gdy nagle zagrzmiało siarczyście i Prystor podniósł się natychmiast, wzywając wszystkich do powrotu, jeśli nie chcą dotrzeć do Kołomyi przemoczeni do nitki (do podnóża zjeżdżali na huculskich konikach). Ten grzmot burzowy okazał się rzeczywiście opatrznościowy, bo zorganizowana przez „profesora” obsługa we wzorzystych strojach huculskich wynosiła większość ogromnych półmisków z kuchni wprost do dużej gromady kumotrów zalegającej na stoku poniżej. 

Wykop Skomentuj15
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie