44 obserwujących
403 notki
380k odsłon
  617   2

Nagroda za długość

Poniższa notka nie stanowi odrębnej całości, ale jest integralną częścią cyklu o historii wyznaczania współrzędnych geograficznych. Jeżeli jakiś punkt wydaje się niezrozumiały, istnieje duże prawdopodobieństwo, że został wytłumaczony w którymś z wcześniejszych tekstów. Piszę to, bo czasem pojawiały się zarzuty komentatorów, że coś zostało pominięte albo źle wyjaśnione. Oto linki do poprzednich notek z cyklu:

Jakie jest twoje miejsce na Ziemi?

Jakie jest twoje miejsce na Ziemi? Część 2.

Jaka jest twoja długość?

W roli głównej Księżyc

Na scenę wkracza Jowisz

W poszukiwaniu uwięzionego czasu

Z powrotem w stronę Księżyca


W 1707 roku doszło do jednej z największych katastrof morskich w dziejach Wielkiej Brytanii. Powracająca po zbombardowaniu Tulonu eskadra admirała Cloudesleya Shovella wpakowała się na skały leżącego na zachód od Kornwalii archipelagu Scilly. Cztery okręty zatonęły zabierając ze sobą około 2000 marynarzy, w tym samego admirała. Przyczyną tragedii były błędy w nawigacji. Wywołało to wielkie poruszenie w kraju, którego gospodarka coraz bardziej zależała od kontaktów z zamorskimi koloniami. Bezpieczna żegluga stawała się kwestią absolutnie kluczową.

Prawie natychmiast zaczęły pojawiać się nowe pomysły wyznaczania długości geograficznej na oceanie – jeden bardziej zwariowany od drugiego. Dla przykładu, William Whiston, który zastąpił Isaaca Newtona na Katedrze Lucasa w Cambridge, ale później został usunięty z uniwersytetu za nieortodoksyjne poglądy religijne, wymyślił wraz z kolegą stworzenie sieci statków sygnalizacyjnych. Miałyby one zostać rozmieszczone na całym Atlantyku, a każdy z nich co godzinę wystrzeliwałby racę (czy coś podobnego). Nawigator wypatrywałby błysku racy, a z opóźnienia sygnału dźwiękowego mógłby określić odległość do statku sygnałowego (na tej samej zasadzie, którą stosujemy podczas burzy, obliczając dla zabawy jak daleko uderzył piorun). Inne koncepcje były jeszcze głupsze.

W końcu, pod naciskiem opinii publicznej, w 1714 roku parlament brytyjski uchwalił Ustawę o Długości Geograficznej (Longitude Act), której głównymi pomysłodawcami byli Newton i Halley. Przewidywała ona przyznawanie wysokich nagród pieniężnych tym, co rozwiążą problem określania długości na morzu. Konkretnie, 10 000 funtów miał dostać ktoś, kto poda metodę pozwalającą mierzyć długość geograficzną z dokładnością do 1 stopnia (co na równiku odpowiada około 110 kilometrom), zaś 20 000 funtów miano wręczyć za sposób, który umożliwi określić długość z dokładnością 30 minut kątowych, czyli około 55 kilometrów na równiku. (Pamiętacie tytuł pracy rzekomego Jeremy’ego Thackera o zegarze w komorze próżniowej? To stąd wzięło się w nim te 20 tysięcy funtów.) Zaproponowane metody zostałyby przetestowane podczas rejsów z Wielkiej Brytanii do Indii Zachodnich, w czasie których pomyłka w wyznaczaniu długości geograficznej nie mogła przekroczyć wyżej wymienionych limitów. Jeśli porównamy te nagrody z pensją Astronoma Królewskiego (przypominam: 100 funtów rocznie), okaże się, że były to naprawdę wielkie pieniądze, za które można było wówczas nieźle się obkupić i zabawić.

Ustawa powoływała również do życia Radę Długości Geograficznej (Board of Longitude). Miała ona oceniać proponowane rozwiązania, przyznawać powyższe nagrody, a także przydzielać zaliczki na realizację obiecujących projektów. Jak widać, system grantów, tak nielubiany przez niektórych naukowców, liczy już sobie 300 lat! W skład rady wchodzili prezes Royal Society, Astronom Królewski, kilku profesorów z Oksfordu i Cambridge oraz wysocy urzędnicy państwowi, tacy jak Pierwszy Lord Admiralicji.

Jak można się było spodziewać, tak wielkie nagrody spowodowały istny wysyp maniaków deklarujących, że znaleźli metodę wyznaczania długości geograficznej. Jonathan Swift, autor „Przygód Guliwera”, pisał w liście do swojej przyjaciółki: „Pewien projektodawca zwrócił się do mnie z prośbą o zarekomendowanie go Ministerstwu, gdyż twierdzi, że odkrył sposób na długość geograficzną. Uważam, że jest to tyleż możliwe, co odkrycie przez niego mojej dupy.” (A Projector has applied to me, to recommend him to the Ministry, because he pretends to have found out the Longitude. I believe He has no more found it out than he has found out mine arse.) William Hogarth, który dokumentował życie ówczesnej Anglii, na grafice przedstawiającej szpital psychiatryczny umieścił szaleńca próbującego rozwiązać na ścianie problem długości.

image

„Dom obłąkanych”, ósma grafika z serii Williama Hogartha „Kariera rozpustnika” (1734 rok; wiki, public domain)


image

Powiększony fragment grafiki Hogartha


Po śmierci Flamsteeda w 1719 roku Astronomem Królewskim został Edmond Halley. Flamsteed musiał przewracać się w grobie, gdyż przez ładne kilkadziesiąt lat obaj panowie nieszczególnie się lubili. Halley kontynuował obserwacje Księżyca, i teraz on, jak wcześniej jego poprzednik, niechętnie się nimi dzielił. W 1727 roku Newton, niczym nauczyciel besztający niesfornego uczniaka, publicznie ochrzanił Halleya za to, że wbrew poleceniu królewskiemu nie przekazuje regularnie Royal Society zebranych przez siebie wyników. (Newton miał wtedy 85 lat, a Halley 71). Halley zgodził się dostarczyć jedynie część danych, gdyż obawiał się, że ktoś korzystający z jego pracy mógłby go ubiec w wyścigu po nagrodę za wynalezienie metody określania długości geograficznej. Ta wymiana zdań miała miejsce na ostatnim posiedzeniu Royal Society, któremu przewodniczył Newton. W kilka dni później Sir Isaac zmarł.

Halley był uczonym, który przez całe aktywne życie zajmował się problemem długości; nie można jednak powiedzieć, że poświęcił się wyłącznie temu zagadnieniu, pracował bowiem także nad wieloma innymi problemami. (Być może wysmażę o nim kiedyś osobną notkę, bo to kolejny z niedocenianych dziś geniuszy). Jak wszyscy wiedzą, badał orbity komet, dzięki czemu odkrył periodyczność obiektu noszącego obecnie jego imię. Ponowne przybycie Komety Halleya w 1758 roku, przewidziane przez astronoma, stało się rozstrzygającym argumentem na korzyść newtonowskiej teorii grawitacji. Jednakże również przy okazji pracy nad długością Halley dokonał kilku istotnych odkryć. O jednym już kiedyś pisałem – chodzi o dryf zachodni ziemskiego pola magnetycznego. Innym, niezwykle ważnym, było odkrycie tak zwanego ruchu własnego gwiazd. Porównując starożytne katalogi gwiazd z katalogami mu współczesnymi, Halley doszedł do wniosku, że różnice w pozycjach na niebie paru jasnych gwiazd są na tyle duże, iż nie można przypisać ich błędom obserwacyjnym. Świadczyło to o tym, że gwiazdy poruszają się w przestrzeni. Dla nas fakt ten to oczywistość – dobrze wiemy, że we Wszechświecie wszystko się kotłuje, wiruje i przemieszcza – ale dla współczesnych Halleyowi było to przełomowe odkrycie, bowiem wielu wierzyło, iż świat gwiazd jest statyczny. Sam Newton uważał, że gwiazdy tkwią nieruchomo w przestrzeni, a przed działaniem grawitacji i pospadaniem na siebie chroni je boska interwencja.


Ciąg dalszy nastąpi - może nawet niebawem...

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie