52 obserwujących
424 notki
415k odsłon
  193   0

Jeżeli ktoś uważa, że z naszymi skokami narciarskimi nie jest dobrze...

...najwyraźniej nie ma pojęcia, co się dzieje w polskim biathlonie!

Chodzi mi o biathlon kobiecy, bo o męskim to po zakończeniu kariery przez Tomasza Sikorę (jakieś 10 lat temu) w ogóle nie ma co gadać. Natomiast nasze biathlonistki przez wiele lat należały do światowej czołówki. Medale Mistrzostw Świata zdobywały Krystyna Guzik (z d. Pałka), Weronika Nowakowska i Monika Hojnisz-Staręga, a w zawodach Pucharu Świata zwyciężała Magdalena Gwizdoń. Hojnisz-Staręga swój brązowy medal zdobyła w 2013 roku kiedy miała zaledwie 21 lat, wydawało się więc, że może zostać prawdziwą gwiazdą biathlonu. Tak się co prawda nie stało, ale przez następnych kilka lat Monika często załapywała się do pierwszej dziesiątki zawodów PŚ (w sezonie 2018/2019 była 10. w generalce PŚ).

W ostatnich paru latach pojawiły się też młode, zdolne biathlonistki. Kinga Zbylut (z d. Mitoraj) w 2015 roku była wicemistrzynią Świata juniorów, a później zdobywała punkty PŚ. Największe nadzieje pokładano w Kamili Żuk. Tomasz Sikora powiedział kiedyś, że to najzdolniejsza zawodniczka w historii polskiego biathlonu. Na MŚ juniorów w 2018 roku Żuk zdobyła 2 złote medale i jeden srebrny. Walczyła wtedy z Czeszką Marketą Davidovą, której indywidualny dorobek był nieco skromniejszy: 1 złoto, 1 srebro i 1 brąz. Niestety, w „dorosłym” PŚ już tak dobrze z Kamilą nie było: w sezonach 18/19 i 19/20 raptem po 2 razy skończyła biegi w pierwszej dziesiątce, natomiast w sezonie 20/21 jej najlepsze miejsce to 24. Szlag mnie trafia, bo w tym samym czasie Marketa zdobyła złoto seniorskich MŚ, a także wygrywała zawody PŚ...

No i przyszedł sezon 2021/2022 – olimpijski jak by nie było. Odbyły się już 10-dniowe zawody w Szwecji, z czterema biegami indywidualnymi i sztafetą. Davidova znowu odniosła jedno zwycięstwo, natomiast Żuk – jej najlepsze miejsce to 41. pozycja. Kamila, która kiedyś dobrze biegała, ale średnio strzelała, teraz biega przeciętnie, za to strzela absolutnie fatalnie. Wyraźny progres, psia mać... A w dodatku to 41. miejsce jest i tak najlepszym miejscem naszych biathlonistek: Hojnisz, Zbylut i pozostałe dwie wypadły jeszcze gorzej! Moją czarę goryczy przelał bieg sztafetowy, w którym nasze panie zostały zdublowane – i to nie pod sam koniec wyścigu, ale już na 3. zmianie. Uciekającą Żuk minęła rozpędzona Francuzka. A jeszcze na IO w Korei nasze panie miały realne szanse na medal...

Tak więc, jeżeli w przypadku skoków narciarskich można mieć nadzieję, że obecny kryzys jest przejściowy i za kilka tygodni, a w najgorszym przypadku w przyszłym sezonie, wszystko wróci do normy, to z biathlonem sprawa wygląda znacznie gorzej. Regres jest o wiele głębszy i nie widać światełka w tunelu. Nie sądzę jednak, żeby to mogło pocieszyć fanów latania na deskach (do których zresztą sam się zaliczam).

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport