Jak donosi PAP, dziś w nocy (z 17 na 18 listopada) ma być obserwowane maksimum roju meteorów noszącego wdzięczną nazwę Leonidów. Szczerze powiedziawszy, sensacja to żadna. Takie maksimum następuje zawsze w drugiej połowie listopada; w ciągu roku możemy poza tym obserwować inne roje meteorów, np. Perseidy czy Geminidy. Notka PAP przypomniała mi jednak pewną anegdotę, którą chciałbym podzielić się z salonowiczami.
W epoce późnego Gierka mój znajomy astronom został zaproszony przez telewizję, żeby nagrać opowieść o różnych zjawiskach na niebie. Mówił o gwiazdach, planetach, zaćmieniach, no i o meteorach. Kiedy jednak o nich wspomniał, dziennikarz prowadzący przerwał nagranie i kazał rozpocząć wątek od początku.
Kolega najpierw nie zorientował się, o co chodzi, i dopiero po chwili dotarło do niego, w czym rzecz. Otóż użył on sformułowania spadające Leonidy!... Podówczas sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego był Leonid Breżniew. Nadzwyczaj czujny redaktor najwyraźniej pomyślał, że określenie spadające Leonidy może się komuś żle skojarzyć...
Historyjka dość banalna, ale ilustrująca dobrze klimat PRL-u, nieprawdaż?
Prawdaż.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)