Parę dni temu wybrałem się do empiku na warszawskim Gocławiu. Nie jest on tak wielki jak empiki w centrum stolicy, ale mały też nie – znacznie większy od typowej księgarni.
Chodziłem sobie między półkami, które – jak napisałby kiepski literat – „aż uginały się od książek”. Literatura piękna, sensacja, fantastyka, albumy, książeczki dla dzieci... Bardzo dużo historii, całkiem nieźle reprezentowane były też psychologia i ekonomia. No i czasopisma, a także płyty z grami, filmami i muzyką. Wszystko w osobnych, dobrze oznakowanych działach. Ja jednakże szukałem książek popularnonaukowych – i takowych nie znalazłem.
Kiedy spytałem o to sympatyczną sprzedawczynię, ta grzecznie wyjaśniła mi, że oddzielnego działu popularnonaukowego nie ma, a jeśli pojawiają się u nich tego typu pozycje, to wstawiają je do działu... religia! Udałem się tam więc i cóż ujrzałem? Różne wydania Pisma Świętego, książki o Janie Pawle II, albumy ze zdjęciami wielu sanktuariów, żywoty świętych... Było też trochę pozycji o innych religiach, np. o islamie. Ale książek popularnonaukowych ani widu, ani słychu.
A nie, przepraszam – była jedna, którą od biedy można by tak zakwalifikować. Proszę zgadnąć, jaka?... Myślę, że nikomu się nie uda. Otóż był to.. Bóg urojony Dawkinsa! Wyobrażacie sobie – Dawkins w dziale religia!...
Kiedy to zobaczyłem, nie mogłem powstrzymać się od wybuchu głośnego śmiechu. Klienci i sprzedawcy zaczęli patrzeć na mnie jak na wariata, więc czym prędzej opuściłem ten empik.
Wielu mądrych ludzi dyskutuje – także tutaj, w s24 – jak powiązać naukę z religią, tymczasem empik na Gocławiu znalazł już bardzo proste rozwiązanie tej kwestii. Any problems?...
PS. Powyższy tekst jest świetną ilustracją do mojej notki sprzed ponad 2 lat pt. Dlaczego nasz kraj może upaść?


Komentarze
Pokaż komentarze (26)