Ludzie zajmują się nauką od starożytności. Grecy położyli podwaliny pod matematykę, fizykę i astronomię. Później Galileusz z Newtonem stworzyli podstawy mechaniki. Inni odkrywali zasady rządzące elektrycznością i magnetyzmem lub zachowaniem płynów, ciał stałych i światła. Jedni korzystali z odkryć innych. Tworzył się łańcuch osiągnięć naukowych, dzięki któremu coraz lepiej rozumiano przyrodę, a jej prawa można było przekuć na konkretne wynalazki.
Ale po co to wszystko? Do tej pory tego nie wiedziałem. Na szczęście oświeciły mnie dyskusje prowadzone w Salonie24. Otóż cały rozwój nauki służył temu, żeby jeden z drugim, korzystając z napakowanego elektroniką laptopa połączonego z internetem przez najnowocześniejszy światłowód, albo używając smartfona z modułem GPS, który działa precyzyjnie, gdyż do obliczania położeń stosuje się wzory teorii względności, mogli wysłać światu następujący przekaz: ci naukowcy kompletnie nic nie wiedzą!


Komentarze
Pokaż komentarze (100)