Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w kategorycznej formie odrzucił projekt proponowanej przez SD, SdPl i PSL uchwały w sprawie mordu politycznego w łodzkiej siedzibie PiSu.
- Uchwała, która nie będzie jednoznacznie mówiła o potępieniu socjotechniki nienawiści, która jest traktowana w tej chwili jako podstawowy sposób sprawowania władzy, jest dla nas nie do przyjęcia- oświadczył w odpowiedzi prezes PiS.
- Żadne rozmydlanie, żadne tego rodzaju rzeczy. Po prostu musi być to jednoznaczne- dodał.
- Będziemy mieli własny projekt uchwały, który będzie oddawał istotę rzeczy. Nie będzie to jakieś "ple, ple", że wszyscy winni,tu winna jest jedna strona- powiedział później dziennikarzom w Sejmie Kaczyński.
Przypomnę w tym miejscu fragment znakomitej wypowiedzi prof. Zdzisława Krasnodębskiego
- Jeszcze na początku tego roku pisałem, że obawiam się o życie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Tak bardzo szerzono nienawiść wobec niego, że z samego "równania matematycznego" wynikało, że może do tego dojść. Wystarczyło, że niektórzy ludzie naoglądali się np. "Szkła kontaktowego", propagandowego programu w TVN, lub innych podobnych programów. Słuchając wypowiedzi niektórych jego widzów, można byłoby spodziewać się, że zaraz po odłożeniu słuchawki telefonu przygotują pistolet i wyjdą strzelać na ulicę. Wszystko przez "przemysł nienawiści", który funkcjonował w wielu mediach. A przecież w ostatnich miesiącach sytuacja jeszcze się zaostrzyła.
Mord w Łodzi to skutek zastosowania nowej metody rządzenia przez PO? Mam na myśli bezwzględny atak na opozycję.
- Tak. Nie postępował tak nawet Sojusz Lewicy Demokratycznej - kiedy znajdował się u władzy, nie ogłosił wojny z opozycją, mówił w czwartek w Sejmie Grzegorz Napieralski. Jedna z redaktorek "Gazety Wyborczej" napisała kiedyś, że SLD "mniej wolno". Można powiedzieć, że PO uznała, że wolno jej więcej, a może nawet, że wolno jej wszystko. Dzisiaj wiemy, że jest to partia kompletnie nieudolna w realnym rządzeniu, podobnie jak jej przywódca, obecny premier. Posiada on tylko jeden talent - retoryczny, i umiejętność panowania nad nastrojami społecznymi. Platforma udoskonaliła coś, co zaczęto stosować już w okresie rządu Kazimierza Marcinkiewicza, czyli PR, a więc propagandę. Zastosowano ją na dużą skalę, i to bez żadnych skrupułów. W ten sposób mówiono o "zielonej wyspie", "polityce miłości", poprawie relacji z zagranicą, przede wszystkim z Rosją itd. Jednocześnie była to skrajnie negatywna propaganda wymierzona głównie przeciwko śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Przykładem tego była "wojna o krzesło", o "samolot", wyśmiewanie przez obecnego prezydenta zagrożenia życia śp. Lecha Kaczyńskiego podczas wizyty w Gruzji ("jaka wizyta, taki zamach", "ślepy snajper").
Czemu to miało służyć, skoro PO sprawuje realną władzę?
- Taka propaganda i ataki polityczne były sposobem PO na rządzenie, na utrzymanie władzy. Najbardziej dobitnym wyrazem tego zjawiska jest niezwykła kariera Janusza Palikota, człowieka całkowicie skompromitowanego, który przecież mówił o zabójstwie Jarosława Kaczyńskiego. Kariera Palikota jest godna opisania przez jakiegoś następcę Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Towarzyszyli mu także inni politycy: Kazimierz Kutz, Stefan Niesiołowski, a także Władysław Bartoszewski. Przecież na kongres Palikota pobiegło wielu polityków i intelektualistów! Media zaakceptowały ten mechanizm, budowały pozycję polityków tego rodzaju. Bez TVN 24 Palikot byłby nikim. Między tą stacją a działaczem PO powstała swoista symbioza - oni go promowali, on napędzał im oglądalność. Ta nienawiść udzieliła się społeczeństwu. Wywołane w ten sposób podziały przypominają te z okresu stanu wojennego.
Jak w tej sytuacji odbiera Pan reakcje wielu publicystów i części polityków PO, że... to Jarosław Kaczyński sprowokował zamach swoją agresywną retoryką?
- W ten sposób realizowany jest cały czas ten sam scenariusz. Polega on na tym, że gdy dochodzi do tragicznego wydarzenia, za które ewidentnie odpowiedzialność ponosi obóz rządzący, to politycy i publicyści wychodzą ze smutnymi twarzami do kamer i zaczynają głosić "politykę miłości", choć jeszcze w przeddzień agresywnie podgrzewali atmosferę. Teraz mówią, że nie można używać języka nienawiści, że trzeba się "pojednać" itd. Już tak wiele razy to przerabialiśmy... A po takich słowach zwykle podejmowane są działania, które całkowicie przeczą tym deklaracjom. Gdyby politycy PO chcieli rzeczywiście doprowadzić do zgody, mogli to zrobić już dawno, zwłaszcza prezydent Bronisław Komorowski po objęciu władzy. Takie pojednanie można byłoby osiągnąć konkretnymi działaniami. Byłyby one testem prawdziwości intencji rządzących. Dziś również można by doprowadzić do rzeczywistej zgody. Ale zazwyczaj kończy się jedynie na obłudnych słowach polityków PO. Podobnie zachowują się media. Takie postępowanie służy temu, by zrzucić z siebie odpowiedzialność. Jeśli nawet nie mówi się, że "winny jest Jarosław Kaczyński", który jakoby sam siebie prowokuje do ataków na własne życie, to wzywa się do wyciszenia wszelkich spornych kwestii...
całość tutaj: http://blogmedia24.pl/node/38661



Komentarze
Pokaż komentarze (14)