Złoty słabnie od kilku dni, z czego się niezmiernie cieszę. Słabnie, czyli zbliża się do realnej wartości. Dzięki temu setki tysięcy polskich rodzin, które żyją z pracy za granicą, będą mogły więcej kupić na świąteczny stół, a polscy producenci więcej zarobią.
Niestety spekulanci finansowi na spókę z naszą drogą (bardzo drogą) władzą, co jakiś czas, zwłaszcza pod koniec każdego roku, kiedy trzeba płacić największe transze długu, pompują złotówkę, co niektóre lemingi odbierają jako oznakę wzrastającej siły polskiej gospodarki.
Dziś Donald Tusk poczuł się zobowiązany podtrzymać tę wiarę lemingów w czarodziejską moc naszej gospodarki (zwiewających od nas inwestorów finansowych raczej nie przekona, bo oni wiedzą, że 4,2 procentowy wzrost PKB to nie dane statystyczne, lecz pobożne życzenia usłuznych ekspertów).
"Według Tuska wtorkowe dane o wzroście polskiego PKB w III kwartale (4,2 proc. - PAP) "bardzo wyraźnie oderwały złotego od innych walut regionu" i relacja złoty/euro jest lepsza niż na przykład na Węgrzech."
Tusk się cieszy w odróżnieniu ode mnie i milionów Polaków, że złotówka nie osłabła tak jak np. forint. Pewnie chciałby, aby, tak jak to pełowcy zapowiadali, euro było po dwa, ewentualnie po trzy, złote. Przypomniał nawet z dumą, jak interweniował, kiedy złoty osłabł do niemal 5 PLN za 1 euro.
"Kiedy złotówka szybowała w okolicach 5 zł za euro, podjęliśmy zestaw działań, łącznie z czymś, czego wolałbym unikać - takim twardy komunikatem, który wówczas wypowiedziałem. Wtedy to wystarczyło."
Niestety w tych pieniach na cześć silnego złotego zgrzytnęła uwaga, że "frank poszedł w górę, ale - zdaniem premiera - Szwajcarzy też nie wytrzymają za długo takiej aprecjacji swojej waluty."
No jak to, premierze, specjalisto od rynków walutowych, my Polacy silną złotówkę wytrzymujemy do lat, a Szwajcarzy mocnego franka nie zdzierżą?
http://waluty.onet.pl/premier-wahania-kursu-zlotego-nie-sa-dramatyczne,18892,4012747,1,news-detal



Komentarze
Pokaż komentarze (10)