Unia na utrzymanie swej tonącej łajby potrzebuje w tej chwili co najmniej 2 bilionów euro funduszu ratunkowego. To mniej więcej tyle, ile wydały Stany Zjednoczone za Obamy na ratowanie banków i gospodarki, która - jak wiemy - nadal kuleje. Unijni biurokraci szukają gorączkowo kasy, bo z będących w kłopotach banków i ze słabnącej gospodarki nie da się za dużo wycisnąć. Jednym z ich pomysłów jest przekonanie Chin do wykupywania euroobligacji. Dziś możemy zapoznać się z oświadczeniem strony chińskiej, które nie pozostawia złudzeń co do iluzoryczności unijnych propozycji.
"Europa nie powinna spodziewać się, że Chiny "zbawią ją" od kryzysu zadłużenia, choć władze w Pekinie zrobią, co w ich mocy, by pomóc "przyjacielowi w potrzebie" - podała państwowa agencja Xinhua w komentarzu. W obliczu "bezprecedensowego kryzysu (w strefie euro - red.) Chiny nie są w stanie podjąć się roli zbawcy Europejczyków, ani zapewnić leku na europejską chorobę" - podkreśla agencja.
Dlaczego Chińczycy nie skorzystali z okazji i nie chcą wykupić Europy?
Otóż Chiny również mają kłopoty z ogromnym nawisem kredytowym. Oficjalnie dług wewnętrzny Chin to jakieś półtora biliona dolarów (10,7 biliona juanów), jednak według globalnych agencji ratingowych w rzeczywistości jest to grubo powyżej 2 bilionów dolarów. Dzieje się tak, ponieważ część lokalnych inwestycji realizują tworzone przez władze chińskie firmy inwestycyjne.
Jak podaje Gazeta Polska (26 października 2011 r.) "dług publiczny Chin wynosi realnie najprawdopodobniej ok. 90 proc. PKB (według oficjalnych danych tylko 17,5 proc.), niewiele mniej niz zadłużenie Usa - ok. 100 PKB. (...) Ciężar tego długu może na dłuższą metę zdestabilizować chińską gospodarkę. Przede wszystkim, w reakcji na znaczne straty, banki będą musiały zredukować swoją działalność kredytową. Obawiają się tego coraz bardziej inwestorzy, bo chiński boom oparty jest na intensywnym kredytowaniu."
Zdaniem niektórych analityków Chińczycy dysponują zabezpieczeniem w postaci ogromnych rezerw (około 2,5 biliona dolarów) z nadwyżki eksportu nad importem. Dobrze jednak pamiętać, że za pomocą tych rezerw finansowany jest w znacznej części chiński eksport, bowiem Chińczycy od lat wykupują np. amerykańskie obligacje, dzięki czemu mogą sprzedawać swe towary za granicę. Jest to więc system naczyń połączonych: sprzedasz u nas swój towar, gdy wyłożysz swoje pieniądze, które u nas zarobiłeś. Tak prężnie rozwijająca się chińska gospodarka, to w rzeczywistości kolos na glinianych nogach - żyje głównie dzięki kredytowaniu, niewolniczej pracy i rynkowi globalnemu, który w znacznej mierze sama finansuje. Kiedy świat pogrąży się w kryzysie, Chiny doznają olbrzymiego wstrząsu - wrócą do czasów sprzed wydarzeń na placu Tian'anmen z 1989 roku.
P.S. Ostatecznie więc Chiny nie wykupią UE, bo nie tylko ich na to nie stać, ale również z powodu prostej kalkulacji: potrzebują taniej siły roboczej, a tej nie znajdą na kontynencie rozpuszczonych darmozjadów. Europejski rynek na chińskie towary i tak otwarty jest od lat, a jak się urwie, to Chińczycy po doświadczeniu z amerykańskimi obligacjami na pewno nie zechcą go ożywić swoją kasą.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)