Jeszcze o czwartej nad ranem Tomasz Machała podawał na swym portalu "Kampania na żywo":
"Liderzy uzgodnili też maksymalną wysokość nowego funduszu ratunkowego. Wyniesie 500 miliardów euro. Według różnych źródeł ta liczba ma być zweryfikowana w marcu, lub w lipcu 2012 roku."
http://kampanianazywo.pl/relacja/porazka-w-sprawie-traktatu-nie-bedzie-nowego/
a koło godziny 8.00 na onecie pojawiła się informacja, że będzie to zaledwie nędzne 200 miliardów euroi to złożonych na konto MFW.
"państwa strefy euro oraz inne kraje UE mają wzmocnić Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) kwotą do 200 mld euro, by ten wspierał zadłużone gospodarki eurolandu. "
Jest to kwota bez znaczenia, jeśli chodzi o możliwość powstrzymania choćby na jakiś czas światowego kataklizmu finansowego. Przypomnę, że pierwsza transza pomocy kredytowej dla małej Grecji wyniosła 110 miliardów euro, a przewidywana druga - 109 miliardów, a i tak pomoc ta nie uratuje zdaniem analityków finansowych tego kraju, bo służy wyłącznie ratowaniu tyłków bankierów, którzy lekką rączką pożyczali przez lata Grecji kasę. O niemal dwubilionowym długu Włoch nie wspomnę. Potrzeby krajów eurolandu znajdujących się w najbardziej krytycznej sytuacji oceniane były latem tego roku następująco:
"Pierwsza w kolejce jest Portugalia, która może potrzebować dodatkowych 50 mld euro. Potrzeby Irlandii mogą sięgać 40 mld euro. Jeżeli rynki finansowe nie potraktują łagodniej Hiszpanii, będzie ona potrzebować ok. 350 mld euro. Uwzględnienie Włoch kosztowałoby ok. 600 mld euro."
http://www.obserwatorfinansowy.pl/2011/07/29/ile-jeszcze-pieniedzy-potrzeba-eurolandowi/
Zsumowanie tych kwot (plus potrzeby Grecji) daje grubo powyżej bilion euro. A ile potrzebować będą za chwilę takie kraje jak np. Polska?
Tymczasem liderzy UE po długim, całonocnym stękaniu wydusili z siebie liche 200 miliardów, a i tak stawiam, że nawet tego nie będzie (z czego, nota bene, bardzo się cieszę, bo pieniądze dane MFW, to pieniądze utopione, przekazane na wieczne nieoddanie).
Przygotowany ubiegłej nocy w Brukseli plan jest kapitulacją krajów Unii przed nieuchronnym już kryzysem. Krytyczna sytuacja potwierdziła starą prawdę: nie ma kumpli, chcesz liczyć, licz na siebie. I - dodam - to jest zdrowe. Również postawa Niemiec podoba mi się, Berlin nie zgodził się bowiem na przyklepanie żądań szefów UE przyznania licencji bankowej EBC:
"Berlin nie zgodził się na przyznanie licencji bankowej przyszłemu, stałemu funduszowi ratunkowemu strefy euro (ESM); taką propozycję złożył przed szczytem Van Rompuy. Niemcy nie chcą, by EBC pełnił rolę "pożyczkodawcy ostatniej szansy", bo ich zdaniem powinien on stać na straży stabilności wspólnej waluty i trzymać w ryzach inflację w strefie euro."
Niemcy, co prawda, kierują się wyłącznie swoim egoistycznym politycznym i gospodarczym interesem, ale to właśnie uważam za zdrowe, bo może usunięty, albo choć okrojony zostanie kosztowny parawan skrywający imperialne ambicje Berlina, czyli Unia Europejska (tegoroczny budżet UE to przeszło 140 miliardów euro). W końcu też może ci, którzy przez lata ślizgali się w polityce, robiąc za dobrch wujków fundujących masom spokój za pożyczone a konto przyszłych pokoleń pieniądze, będą musieli dziś zebrać baty.
Na koniec wracam do pytania zawartego w tytule notki: komu i dlaczego zależy na tych dwustu nędznych miliardach euro dla MFW? Jak myślicie?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)