21 obserwujących
1027 notek
384k odsłony
  54   0

Bądźmy elektrowniami energii odnawialnej!

Atmosferze rezygnacji ulegają słabi, łatwo poddający się takim fatalistycznym poglądom, ale i silniejsi, których jeszcze „wczoraj” nikt by o tę słabość nie podejrzewał. A efektem jest coraz powszechniejsze przekonanie o nieuchronności złych wydarzeń.

Czasami słyszę pytania, skąd u mnie tyle energii, by angażować się w tak wiele spraw. Wierzącym starcza odpowiedź o pomocy Stwórcy, mniej wierzącym odpowiadam, że pcha mnie przekonanie o ważkości spraw i pełne przekonanie o ich sensowności. A wszystkim mówię, że poważną motywacją do działania w ekologii są … ludzie.

Przez wiele lat, jak zajmuję się tematyką ekologiczną, poznałem mnóstwo ludzi z branży: przyrodników, ornitologów, ekologów, hydrologów, specjalistów zarządzania środowiskiem i finansowania ekologii, ekonomistów, leśników, zoologów, dendrologów, śmieciarzy (jak dumnie nazywają się specjaliści od gospodarki odpadami), prawników, techników i technologów, socjologów, geografów, biologów, edukatorów… Mnóstwo, mnóstwo fajnych ludzi.

Każdy z nich wnosi(ł) do mojej aktywności ekologicznej wiele radości i satysfakcji, motywację do działania i długotrwałego zajmowania się sprawami skomplikowanymi i uciążliwymi. Wiele razy bowiem widziałem, ile dobrego wnosi sprawa, wydawałoby się, jednowątkowa, która finalnie miała wpływ na inne dziedziny: na przykład ochrona jednego zbiornika wodnego niosła pozytywne efekty dla obszarów, którymi zajmowali się ornitolodzy i inni zoolodzy, hydrolodzy, botanicy, specjaliści od zarządzania środowiskiem.

Wielu z tych ludzi bardzo często motywuje mnie do działania: ich entuzjazm, radość zajmowania się ekologią i niespożyte siły dają siłę i mnie. I przekonanie, że warto. Od każdego z nich nauczyłem się wiele, poznałem wiele punktów widzenia na tę samą sprawę i przez to wiele razy miałem okazję widzieć je o wiele szerzej niż inni. Tacy ludzie stanowili dla mnie zawsze swoistego rodzaju „elektrownię energii odnawialnej”.

Radość i entuzjazm jednych często powodował, że „ciągnąłem ku górze” innych, mniej przekonanych lub niewierzących w powodzenie danej inicjatywy. I nawet, jeśli dookoła znajdowali się „ciągnący ku dołowi”, miałem więcej sił niż inni.

Sytuacja zmieniła się podczas pandemii, gdy wielu z tych optymistów, radosnych ludzi nagle straciło swą radość, optymizm i siłę do działania. Nie tylko nie dawali się „ciągnąć ku górze”, ale na zasadzie ołowiu u nogi zaczęli „ciągnąć ku dołowi”. Rezygnacja, zwątpienie i nadmierny pesymizm zaczęły dominować w przestrzeni.

Pozornie tylko piszę o sobie, bardziej o sytuacjach, które spotykają każdego z nas: radosne towarzystwo się pochowało i zamilkło. Zamiast dawać otuchy i zachęty do działania, w najlepszym przypadku zniknęło z najbliższego otoczenia. Zostaliśmy (czasami) sami.

Ci dobrzy zniknęli, a ich miejsce znaleźli „facebookowi malkontenci”, widzący w każdej sprawie bezsens: że nic się nie uda, że ten-i-ten jest do niczego, że wszystko jest robione „za mało, nie tak, za późno”. Ot, taki żelazny zestaw narzekania.

Atmosferze rezygnacji ulegają słabi, łatwo poddający się takim fatalistycznym poglądom, ale i silniejsi, których jeszcze „wczoraj” nikt by o tę słabość nie podejrzewał. A efektem jest coraz powszechniejsze przekonanie o nieuchronności złych wydarzeń.

W ekologii ma to fatalne efekty, bo powstaje przekonanie, że jesteśmy już u progu katastrofy, od której nie ma odwrotu. A to powoduje niechęć do jakiegokolwiek działania, skoro „i tak nic to nie da”.

To potworny błąd!

Rdzeniem zachowań proekologicznych jest pozytywne przekonanie o działaniu na rzecz powstrzymania kryzysu klimatycznego (świadomie nie używam pojęcia „katastrofy klimatycznej”) i ochrony środowiska życia człowieka. To właśnie pozytywne przekonanie o sensie aktywności proekologicznej daje efekt w postaci uratowanych siedlisk i gatunków. To właśnie przekonanie, że „to wszystko ma sens” angażuje społeczności lokalne na przykład do walki z chciwością deweloperów i betonowaniem przestrzeni publicznych. To myślenie w kategoriach wspólnotowych powoduje, że ludzi dbają o „swoje parki”, „swoje rzeki” i „swoje lasy”. Pozytywne podejście do świata angażuje realnie ludzi do realnej pracy, a nie narzekania na fejsie.

Pozytywnie nakręceni ludzie angażują się w tworzenie ogrodów społecznych, w akcje sprzątania brzegów „swoich jezior”, malkontenci narzekają i dają „dobre rady”.

To pozytywnie nastawieni ludzie pokazują wielkie znaczenie wspólnoty w działaniu na rzecz środowiska.

Takie refleksje naszły mnie właśnie przeżywając wydarzenia Tygodnia Św. Franciszka (seminaria edukacyjne, nabożeństwa w intencji wrażliwości ekologicznej i Święta Stworzenia, nasadzenia, warsztaty przyrodnicze) i otwierając stoisko na targach ekologicznych – i przy tym wszystkim spotykając na nowo, po półtorarocznej przerwie, tych wszystkich ludzi, którzy nakręcają pozytywnie.

Bądźmy dla siebie „elektrowniami energii odnawialnej”, bądźmy dla siebie wzajemnym wsparciem i pomocą. Bo gdy czasami nam zdarzy się chwilowe popadnięcie w pesymizm, zawsze musimy mieć okazję „zadzwonić do przyjaciela” i poprosić o drogowskazy jasnych dróg nadziei na lepsze jutro. W to wierzę i to mnie pcha do zaangażowania na rzecz ochrony środowiska.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale