Oto przed Państwem prawdziwe oblicze reformatorów z każdej strony za Wasze pieniądze. Pseudokryptoafera, na której upaśli się wszyscy przy korycie, a także i kreowana wojna ze wschodu z kręceniem lodów na handlu bronią z Ukraińcami mają strukturalnie większy priorytet od zabezpieczenia Polaków w tak mglistym temacie jak normalna służba zdrowia, na którą łożą więcej, niż dziwka odpala alfonsowi. Różnica między pigalakiem, a burdelem jakim śmiało można nazwać szeroko pojęty Urząd Rady Ministrów z agendami polega na tym, że pani prostytutka odpala zwyczajową połowę zarobionej kwoty od napletka. Natomiast posiadacz dowodu osobistego musi prewencyjnie rzekłbym akonto państwu odpalać daninę na nieskończoną biurokrację. Swoją dowolność buduje schematem ulepionym jeszcze za czasów szlacheckich sejmików i tu się nic nie zmieniło i nie zmieni. Publiczne pieniądze są traktowane jako bezpańskie i bez żadnej odpowiedzialności można je dowolnie chachmęcić.
Pięknym do tego początkiem jest ustawowe finansowanie z budżetu państwa partii politycznych, zwane subwencjami. Potem ZUS, opłaty za media publiczne, finansowanie uprzywilejowanych grup społecznych i zawodowych choćby emeryturą w wieku 40u lat. No i hit wyjątkowego światła kaganka potęgi ojczyzny zwanego edukacją. Utrzymywanie z naszych pieniędzy magazynów bezrobocia, a przede wszystkim produkcji zawodowych dyletantów poza nielicznymi wyjątkami daje wątpliwy obraz wykształcenia Polaków. Edukacja niepubliczna czyli rozdawnictwo uprawnień przy krańcowym obniżaniu standardów to takie samo wyrzucanie budżetowych pieniędzy, jak NFZu na uposażenia lekarzy. Czy ktoś na takie traktowanie swoich pieniędzy w tym kraju Polaków pytał? Patrząc na hermedyje wokół list kandydatów w krakowskich wyborach Konfederaci to na razie taki zastęp przedszkolaków w rajtuzach wkręcanych skutecznie w odwieczny powyżej nakreślony schemat politycznych katabasów skupionych na sprawach mało istotnych.
Kancelaria Prezydenta ustami ministra Boguckiego wyraziła troskę o stan ducha premiera i jego publicznych zachowań w ostatnim czasie. Rozświetlony wzrok i humor ma też marszałek Sejmu stąd mniemam, że diler jest ten sam. Poziom wypowiedzi i forma wobec rojonych przeciwników, to jakaś fatamorgana kojarzona dotąd z podnoszonymi klimatami techno w przemieszaniu ze swingers party. Skąd ten Tusk i Koalicja wyczarowali taki garnitur ministrów i patrząc w dól szefów budżetowych słoików? I połowa Polaków na taką pogardę siebie głosuje. Druga połowa jak zaczarowana wspiera dokładnie to samo, nawet wiekiem. Prezes niezmiennie myśli, że jego urok osobisty wspierany twarzą Macierewicza opiera się w czasie. Nie dostrzegł, że jego gasnącej estetyce wyglądu, słowa i dorobku poddają się nawet więdnące na miesięcznicach kwiaty. I tu jeszcze jak u eunucha z rozporka wypadł narcystyczny platfus. Bez jąder to nie widzi, że jego pląsy są ze śmiechem odbierane. Morawiecki bajecznie przygotował przez 6 lat urzędowania tą wrzącą grochówkę obecnych realiów państwa, od której naród bezsilnie puszcza gazy. Ten na techno potańcówkę już nie będzie wpuszczany. W klatce i walkach w kisielu pozostaną nagie ciała formacji politycznych idealnych do spożycia po terminie, czyli przyszłorocznych wyborach. Na świeży produkt niestety poczekamy.
Tymczasem premier wspólnie z brukselskim porządkiem czarują propagandą, która po wynikach niedzielnych wyborów w Saksoni kupy się nie trzyma. Nawet Bogucki nie zmienitych muzycznych narracji Donalda Tuska, któremu obce są południowe taneczne rytmy i słońce na twarzy podkreślające beztroskę. W tym przypadku postawić diagnozęmoże tylko Zigmunt Freud, też Niemiec z Wrocławia. Nieleczona choroba nieomylnej władzy leży w całkowitej sprzeczności z preferowanym przez Polaków wypoczynkiem w krajach ciepłych południowej Europy, a nie węgla i stali. Widzi to nawet jednym okiem twórca nowej historii świata Grzesiek Braun. Ten też jest za ciężki do słuchania Iglesiasa i to na dzień dobry łączy częstochowskiego faszystę z sopockim wehrmachtem. W Grand Hotelu bywał nie tylko Nawrocki.


Komentarze
Pokaż komentarze