Akcja „Ostatnia szansa” uruchomiona w Polsce w 2004 roku przez Centrum Wiesenthala spaliła na panewce. Wysokie nagrody za donosy nie skusiły polskich obywateli do zarobkowania w ten sposób.
Miał być niepodważalny dowód na polski, zwierzęcy antysemityzm, a wyszło gorzej niż kiepsko.
Donosicielstwo jest wśród naszych obywateli czymś bardzo haniebnym. Pewnie wpływ na to ma nasza skomplikowana historia, lata zaborów, okupacja.
Jeżeli już szukać potencjalnych donosicieli to lepiej kierować takie zabiegi do naszych dziennikarskich i politycznych „elit”.
Podczas dwuletnich rządów Pis-u mogliśmy się przekonać, że daleko nam do miana państwa poważnego, takiego jak na przykład Niemcy.
W celu dyskredytacji własnego rządu, który akurat zaczął podszczypywać tych do tej pory nieomylnych, nietykalnych i mianowanych „solą tej ziemi” odbywać się zaczęły pielgrzymki różnych rodzimych kapusiów do instytucji europejskich i lewackich mediów.
Rodzime zaś wiodące media nagłaśniały te donosy przedstawiając cały ten kompromitujący proceder jako „troskę patriotów” o swoją ojczyznę.
Szkoda na wymieniane tu „wybitnych profesorów”, „zasłużonych nadredaktorów”, „odpowiedzialnych polityków”. Nazwiska są ogólnie znane. Nie można oczywiście niedoceniać usłużnych donosicieli mniejszego kalibru.
Ostatnią akcją tych zatroskanych o ojczyznę środowisk było sprowadzenia „małżeństwa” gejów wprost z USA.
Zapewne żaden z dwóch mężów tworzących to wzorcowe małżeństwo nie wiedziałby do dziś o orędziu jakiegoś prezydenta z dalekiej Polski.
Dziś wiemy, że o szkodliwości wystąpienia znienawidzonej głowy państwa doniósł małżeńskiej parze wydelegowany reporter radia Zet.
Wiemy również, od samych małżonków, dzięki pytaniu jakiejś wścibskiej dziennikarki, że całą podróż, hotel i wyżywienie zorganizowała na swój koszt stacja TVN.
Na przyszłość takie akcje jak „Ostatnia szansa” Centrum Wiesenthala powinny być kierowane tylko i wyłącznie do naszych rodzimych „elit”. Choć jak okazuje się ich postawa nie jest zbyt reprezentatywna dla większości społeczeństwa to jednak zapewnia stuprocentowy sukces. Oczywiście nieodzowna jest odpowiednia gratyfikacja dostosowana do pozycji, nośności nazwiska i aktywności opłacanego kapusia.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)