Antysemityzm to zło, z którym przyrzekł wałczyć do upadłego nasz premier podczas wizyty w Izraelu. Dla pewnej symetrii szef polskiego rządu powinien dodać oczywiście, że i antypolonizm będzie tępiony, ale zostawmy takie mało istotne szczegóły.
Cóż to w ogóle za porównanie skoro padły również stwierdzenia, że nie istnieje kultura polska bez odwołania się do kultury żydowskiej. Czy tylko kultury? Nie można było pójść dalej i stwierdzić, że w ogóle istnienie państwa polskiego nie byłoby możliwe bez żydowskich mieszkańców nadwiślańskiej krainy?
Zbrodnie popełniane na Żydach maja być przypominane ciągle, aby nawet na moment nikt nie ośmielił się o nich zapomnieć.
Inaczej rzeczy się miały podczas 60 rocznicy mordów na Wołyniu. Wtedy to Gazeta Wyborcza i sam Jacek Kuroń wzywali do tego aby nie budzić demonów, nie epatować martyrologią, zapomnieć, wybaczyć w imię pojednania. Publikowanie zdjęć z polskimi dziećmi, z których Ukraińcy tworzyli makabryczne wianuszki wieszając je grupowo na drzewach i obwiązując drutem kolczastym, było nie na miejscu.
Jak widać są ofiary, których tragedia nigdy nie może zostać wymazana z pamięci, jak i takie, trochę pośledniejszego sortu o których towarzysze z Czerskiej proponują za głośno nie wspominać.
To samo tyczy się antysemitów. Jednym pamięta się tą zbrodnie do końca życia, a nawet i jeszcze dłużej, jak na przykład świętemu Maksymilianowi Kolbe. Stanisław Michalkiewicz za pamiętnych „Judejczyków” i ostrzeżenia przed roszczeniami żydowskimi otrzymał etykietę żydożercy na wieki. Podobnie jak Radio Maryja, czy profesor Jerzy Robert Nowak za objazdy Polski z wykładami demaskującymi kłamstwa i manipulacje Grossa.
Istnieje też pewna grupa osób, którym o dziwo antysemityzmu nie wypada przypominać, a nawet zaleca się o nim zapomnieć.
Tak stało się z renegatem i zaprzańcem Jaruzelskim, który między innymi dzięki antysemickim czystkom w wojsku został w 1968 roku ministrem obrony.
To samo tyczy się posłanki Iwony Śledzińsko-Katarasińskiej, która krząta się z niebywałą wprost energią wokół ustawy medialnej korzystnej dla Agory i innych prywatnych koncernów medialnych. Zaprzężonej w „słuszne interesy” gwieździe PO nikt nie wypomina jadowitych antysemickich tekstów z 68 roku, ani krytyki rozwydrzonej marcowej młodzieży.
Antysemityzm więc to nie jest nazwa obiektywnego zjawiska, a wygodne narzędzie polityczne służące do realizacji własnych interesów.
Dlatego tez dochodzi do takich paradoksów, że Żyd, profesor Filkestein za swe książki jest antysemitą, a pożyteczni nawróceni antysemici mają wszystko póki co odpuszczone.
I bądź tu człowieku mądry i połap się w tym wszystkim.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)