Zamożne rodziny w trosce o swój życiowy dorobek często poszukują dla swych pociech odpowiedniej partii na dalszą drogę życia. Nie odbywa się to już tak bezceremonialnie jak bywało dawniej, ale za pomocą perswazji zatroskanej rodziny wspartej różnymi autorytetami, potrafią tak skutecznie zniechęcić do nieodpowiedniego kandydata, że koniec końców postawią na swoim. W bardziej skomplikowanych przypadkach, kiedy uczucie nadal bierze górę nad rozsądkiem, pozostaje odcięcie takiego opornego delikwenta na jakiś czas od kasy bądź zagrozić wydziedziczeniem.
Później na oczach widowni odgrywa się wesele młodej pary z budzącym zaufanie rodziny partnerem i nikt nie ma wątpliwości co do wielkiego szczęścia i świetlanej przyszłości.
Kiedy już zmiotą rzucany na szczęście ryż, a goście rozejdą się do domów przychodzi najtrudniejszy moment. Jedynie miotając się w mokrej pościeli, w czterech ścianach, przychodzi zdać sobie sprawę, że pokazując się na zewnątrz, dalej trzeba odgrywać tą żałosną szopkę.
Już samo uwikłanie się w taką sytuację świadczy o braku kręgosłupa. Dlatego bardzo rzadko się zdarza, aby ktoś na tyle mógł się odmienić, by machnął ręką na wyprawione mu wesele i perspektywę dostatku do końca swoich dni i przestał udawać.
W 2005 roku małżeństwo PiS- PO mogło rzeczywiście dużo zmienić w naszym kraju. Niestety, dla wielu środowisk w Polsce było to bardzo ryzykowne.
Duet Tusk-Pawlak to para udająca szczęście i sprawdzona w trudnych chwilach przez zainteresowane „rodziny”. Nie wypadało odmówić, skoro do zawarcia tego związku stręczyli w kuluarach sam Andrzej Olechowski i jego oficer prowadzący, Gromosław Czempiński, a swoje przyzwolenie ofiarował Wałęsa i Urban.
Gołym okiem widać jednak, że z tej mąki chleba nie będzie. Coraz bardziej staje się widoczne, że ten związek nie obrodzi zdrowym potomstwem i nie przetrwa próby czasu. Odgrywana miłość i troska o przyszłość z każdym dniem są coraz mniej przekonywujące, uśmiechy coraz bardziej wymuszone, a pompowanie przez medialnych swatów wygląda coraz bardziej groteskowo.
Ewoluowanie w kierunku krachu trwa i odbywa się jako proces nieunikniony. Dojdzie do tego bez spędu autorytetów i komediantów w auli UW, bez pomruków z UE i donosicielskich „patriotycznych” akcji poza granicami kraju. Nie pomogą Smolar i Bartoszewski wsparci Hołdysem i Kondratem
Coraz więcej „dziennikarskich i innej maści autorytetów” zaczyna tonować euforię, aby zachować jakieś resztki twarzy na przyszłość.
Jak znam życie to niektórzy z nich widząc co się święci coraz częściej występować zacznie w roli pikadorów na corridzie puszczając pierwszą wydawałoby się niegroźną krew.
Kłopot mają też i swaci. Przy rozpadzie lewicy i śladowym wręcz istnieniu partii Drogiego Bronisława ciężko znaleźć kandydatów, którym można by wyprawić huczne wesele i ponownie zaufać. Gdyby nawet to się udało, to nikt już nie zaręczy, że weselnicy ni chwycą w końcu za sztachety.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)