Nawet najzagorzalsi przeciwnicy rządu Donalda Tuska muszą przyznać, że na wielu płaszczyznach sytuacja jakościowo się poprawia. Tak wyśmiewane deklaracje o wzajemnej miłości i zaufaniu wzięło sobie do serca wielu polityków, a także wiodące media. Ten nagły wzrost empatii i chrześcijańskiej troski nad bliźnim to od kilkunastu lat najbardziej zauważalna zmiana.
Przez pięć lat prezydentury Wałęsy i dziesięć Kwaśniewskiego obserwowaliśmy ogólnonarodową znieczulicę. Niektóre zachowania i wypowiedzi Lecha Wałęsy nie budziły niczyjego niepokoju. Nie znalazł się żaden zatroskany polityk, który zadałby publicznie, wynikające z troski pytanie o stan zdrowia psychicznego pierwszej osoby w państwie. Nie nastąpiło to nawet wówczas, kiedy wśród najbliższych członków rodziny prezydenta pojawiać się zaczęły tajemnicze jednostki chorobowe mogące mieć podłoże genetyczne, jak na przykład pomroczność jasna. Za Kwaśniewskiego było już tylko gorzej. Obojętność polskiego społeczeństwa na cierpienia bliźnich znalazły swoje odzwierciedlenie w zachowaniu elit.
Tak jak Polacy obchodzą szerokim łukiem leżących na przystankach i trawnikach niedysponowanych rodaków, tak czołowi politycy i najbardziej opiniotwórcze media nie reagowały na niepokojące sygnały. Ze zgrozą przypominam sobie brak troski o zdrowie prezydenta Kwaśniewskiego, kiedy ten słaniał się nad grobami pomordowanych w Charkowie, kiedy próbował wchodzić biedak niezdarnie do bagażnika samochodu czy owijał się we flagę w siedzibie ONZ., Co najdziwniejsze, ten brak wrażliwości i jawne przemilczanie niepokojących sygnałów wychodziło z kręgu przyjaciół i sprzyjających mediów. Nie ma nic gorszego niż fałszywi przyjaciele. Dzisiaj z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że to oni są odpowiedzialni za konsekwencję w postaci nie zdiagnozowania w porę choroby filipińskiej.
Dzisiaj dzięki partii rządzącej i odmienionym mediom możemy z zadowoleniem obserwować ciągłe zainteresowanie stanem zdrowia Lecha Kaczyńskiego. Z satysfakcja obserwuję podejście do głowy państwa jak do noworodka. Nabieram wielkiego szacunku do polityków i mediów, zwłaszcza, dlatego, że troskę tą kierują ,było nie było do politycznego przeciwnika, co znamionuje klasę. Każdy niepewny krok to może być Alzheimer. Wieść o wypitym winie na jakimś spotkaniu to być może alkoholizm. Nawet jakość trawienia, sprawność żołądka i przepustowość jelit stają się dzięki polityce miłości sprawami o wadze państwowej i zajmują pierwsze strony gazet.
Drugim niedocenianym pozytywem jest konsekwentne trwanie rządu Donalda Tuska w zahamowaniu procesu legislacyjnego. Ten przełom, ogłoszony w rocznicę stu dni, polegający na nie pisaniu nowych ustaw, elity przyjęły z entuzjazmem. Tutaj jednak zaczynają pojawiać się czarne chmury. Liczymy jednak na trwanie z determinacją premiera w swym postanowieniu i nie uleganie naciskom, które zaczynają się pojawiać. Na dalszych stronach gazet, małym druczkiem pojawiają się informacje, jakoby Komisja Europejska groziła zamrożeniem miliardów euro dla Polski, jeżeli szybko nie zmienimy przepisów związanych z ochroną środowiska i nowymi inwestycjami, zwłaszcza drogowymi(za GW)
Na skutek tych niezgodności naszych przepisów z normami unijnymi, poza wstrzymaniem przekazywania funduszy z budżetu Unii, Komisja grozi też Polsce złożeniem pozwu do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Mam nadzieję, że premier i rząd nie ulegnie temu jawnemu szantażowi. Utrata jakiś marnych miliardów euro nie powinno spowodować z zejścia z obranej, jedynej słusznej drogi. Apelujmy wszyscy Żadnych ustaw!!!...By żyło się lepiej


Komentarze
Pokaż komentarze (6)