W czasach PRL-u w całym obozie bratnich krajów powszechny był obraz weterana i utrwalacza władzy ludowej obwieszonego jak choinka niezliczoną ilością świecidełek w postaci medali i orderów. Po zakończeniu wojny trzeba było jakoś zaspakajać umiłowanie komunistycznej hołoty do grabionych zegarków i wszelakiej biżuterii. Cywilizacyjna dzicz, jaka przejęła władzę kochała te odpowiedniki dawnych paciorków i koralików. Nawet po kilkudziesięciu latach następcy tych barbarzyńców nie mogą uwolnić się od tych atawizmów.
Symboliczne były tu nagrane przez Gudzowatego słowa Józka „Brzytwy” Oleksego o Kwaśniewskim „na ch…j mu te zegarki?”
Mało jednak kto wie, że istniał wtedy order niezwykle reglamentowany, którego właścicieli można policzyć na palcach. O złotym orderze Lenina słyszał niemal każdy, ale już o platynowo-złotym niekoniecznie. Jest jeden człowiek w Polsce, który może poszczycić się jego posiadaniem. W 1984 roku w dyskretny jak na owe czasy sposób, by nie drażnić miejscowego plebsu, na Kremlu odznaczono renegata i sowieckiego generała w polskim mundurze Wojciecha Jaruzelskiego. Było to ukoronowanie kariery zdrajcy, który w owym czasie fetował triumf, jakim było spacyfikowanie bezprecedensowego, 10 milionowego społecznego ruchu Solidarność.
Już w latach 1945-47 młody oficer Jaruzelski vel agent Wolski zasłynął w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego i mojej rodzinnej Częstochowy z krwawych jatek, jakie urządzał oddziałom niepodległościowym. Dzięki swojemu wiernopoddaństwu wobec sowietów błyskawicznie awansował i po antysemickich czystkach w armii stanął na czele Wojska Polskiego. Potem na polecenia Moskwy pacyfikował Czechosłowację. Już dwa lata później armia pod jego dowództwem nie zawahała się strzelać do polskich robotników na wybrzeżu. Pod jego rządami działały kierowane przez jego przyjaciela i wyjątkowego łotra Kiszczaka specjalne grupy wyspecjalizowane w politycznych mordach.
Dziś jego dawny pryncypał Gorbaczow zwraca się do Prezydenta Polski o otoczenie troską swego sługi. Cóż takiego grozi temu zdrajcy? Skąd to zaniepokojenie? Czy ktoś planuje jego porwanie, torturowanie, spętanie sznurem, wyrwanie języka i wrzucenie do Wisły pod Włocławkiem? Może są zakusy, aby go zatłuc na śmierć i podrzucić ciało w jakiejś krakowskiej bramie?
Nic z tych rzeczy. Chodzi po prostu o to, aby nie niepokoić sowieckiego bohatera jakimiś procesami. Nie nie zakłócać spokoju i nie narażać na niepotrzebny stres. Nie oczerniać, lecz uszanować. Nie piętnować, a podziwiać.
Polski niezawisły sąd dostosował się już do zaleceń z Kremla. Robi to też zawsze lojalny wobec generała TVN. Mam na dzieję, że tym śladem nie podąży Lech Kaczyński.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)