Kiedy w 1992 roku Antoni Macierewicz sporządził listę agentów naraził się na niebywały wprost atak obrońców agentury. Kłamcą nazwał go między innymi Michał Boni, który to po szesnastu latach musiał przyznać się do donoszenia komunistycznej bezpiece, by objąć odpowiedzialne stanowisko w rządzie Tuska. Przeprosił za swoją słabość, ale zapomniał tego samego uczynić w stosunku do Antoniego Macierewicza.
Kiedy niesforny Pan Antoni stwierdził, że wśród byłych ministrów spraw zagranicznych piastujących urząd po 1989 roku kilku z nich współpracowało z sowieckimi służbami specjalnymi podniósł się kolejny potężny ryk oburzenia.
Dziś większość społeczeństwa zdawać sobie zaczyna sprawę, że PRL to nie było suwerenne państwo, a jego służby specjalne nie były ani samodzielne ani niezależne. Każdy ich krok musiał być konsultowany i uzgadniany z moskiewską centralą. Czy współpraca z nimi nie była, więc równocześnie współpracą z Moskwą?
Za ile lat historia znowu przyzna rację oszołomowi Macierewiczowi? Ewenementem na skalę światową był list byłych szefów MSZ atakujący prezydenta Kaczyńskiego. Czy jego wszyscy sygnatariusze uznani zostaną przez historię za autorytety?
Oto cała ta plejada mężyków stanu
Dariusz Rosati ps „Buyer”, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Adama Daniel Rotfeld ps "Rauf", "Rad", "Ralf" i "Serb” , Andrzej Olechowski ps „Must”, Włodzimierz Cimoszewicz ps „Carex”, Stefan Meller i Krzysztof Skubiszewski ps „Kosk”.
Kolejny skandal i oburzenie wywołało stwierdzenie Macierewicza, iż szkoleni w przeszłości przez KGB i GRU i współpracujący niegdyś z tymi służbami oficerowie nie powinni pracować na najwyższych stanowiskach w nowotworzonym kontrwywiadzie. Podniósł się wielki wrzask, a generał Dukaczewski niemal na okrągło przesiadywał w TVN i TVN24 gdzie spotykał się z wielką wyrozumiałością i zrozumieniem dziennikarzy na czele z Moniką Olejnik. Wśród obrońców generała i jego kolegów wyróżniał się były pierwszy sekretarz KW PZPR w Bydgoszczy Janusz Zemke.
Ten sam Zemke dzisiaj oburza się, że CBA współpracuje z FBI służbą naszego największego sojusznika Stanów Zjednoczonych, a Monika Olejnik oczywiście przychyla się do opinii posła. Jak to jest w tej wolnej Polsce skoro są tu prominentni politycy i dziennikarze, dla których GRU i KGB jest cacy, a FBI złe?
Zastanawiam się, jakie wnioski bym wysnuł gdybym jakimś zrządzeniem losu od września ubiegłego roku przebywał na bezludnej wyspie pozbawiony wiedzy o tym, kto wygrał październikowe wybory? Jak wyobrażałbym sobie sytuację w kraju gdybym w znajdowanych butelkach wyrzucanych na brzeg otrzymywał tylko takie lakoniczne oto informacje?
„ koniec z lustracją”, „zlikwidować IPN” „obcięcie funduszy dla IPN” „zlikwidować Rydzyka”, „zamknąć Rydzyka w areszcie wydobywczym”, „zlikwidować CBA”, „zakazać historykom IPN publikacji prac naukowych”, „dorżnąć watahy”, „dawni oficerowie WSI wracają” „benzyna po 5 złotych”.
Zapewne pomyślałbym, iż jakimś cudem do władzy doszli postkomuniści oczywiście z pierwszym sekretarzem KW PZPR w Bydgoszczy w swoim składzie. Na podstawie pomysłów nad przyszłością ojca Rydzyka wywnioskowałby, że wrócił do gry Jerzy Urban i znowu szczuje na kolejnego kapłana. Jeśli chodzi o lustrację to doszedłbym do wniosku, że tą kwestie powierzono Żakowskiemu i Michnikowi.
Nie domyśliłbym się nigdy w życiu, że wybory wygrała Platforma Obywatelska.
Przecież całe to towarzystwo wzajemnej adoracji jeszcze w 2005 roku miało gęby pełne frazesów o otwieraniu archiwów, dekomunizacji, deesbekizacji i rozliczeniu się raz na zawsze z przeszłością.
Jedynie wieść o benzynie po 5 złotych wprowadziła by mnie w konsternację i kazała zastanowić się czy aby ktoś z PiS-u nie zawieruszył się w nowym rządzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)