Gdzie te czasy, kiedy chłopakom i dziewczynom z branży medialnej coś się jeszcze chciało. Nigdy nie było za trudno, za daleko, za późno czy za wcześnie. Śmigali po śmierdzących zakamarkach dworców, po spelunach i zionących niebezpieczeństwem czeluściach zapomnianych kamienic w poszukiwaniu Huberta H.
Nie było wykrętów i ociągania się, kiedy trzeba było odszukać i podrajcować małżeństwo dwóch amerykańskich zgrywusów. Ba…znalazły się nawet pieniądze na samolot i hotel, wysupłane z kieszeni Waltera i Wejcherta. Znienawidzony prezydent, który z upływem kadencji, nauczony doświadczeniem cyzelował każde wypowiedziane słowo, nie był w stanie przechytrzyć sztabu czyhających wrażliwców dziennikarskich. Każde wystąpienie, wywiad, orędzie czy nawet krótka lakoniczna wypowiedź po błyskawicznej analizie sztabu tych, co to „całą prawdę, całą dobę” , były przetwarzane na surowiec do dalszej obróbki. Następnie trafiało to do wielu wypróbowanych specjalistycznych warsztatów. Etatowy komediant Szymon Majewski, zasłużony Grzegorz Miecugow czy ujmujący Kuba Wojewódzki przerabiali to w duchu humoru, satyry i ludycznej zabawy. Monika Olejnik, Kasia Kolenda-Zaleska czy Justyna Pochanke z tej samej materii produkowali wspaniałe melodramaty, horrory czy trzymające w napięciu kino akcji.
Wygasło Palenisko w kuchni u Piotra Najsztuba, a przecież jeszcze nie tak dawno buzował tam na okrągło gar wykwintnego rosołu, rozwożony później osobiście maltretowanym przez juntę pod kancelarią premiera pielęgniarkom.
To były czasy.
Trawnik pod siedziba dyktatora stał się polskim Placem Niebiańskiego Spokoju gdzie nie bacząc na olbrzymie ryzyko koncertowała Ewelina Flinta. Marek Konrad z Krystyna Jandą recytowali, Karol Modzelewski wykładał, a Zbyszek Hołdys dostawał pałeru nie obserwowanego u niego od odejścia z legendarnej grupy Perfect.
Nie wiem, co to się dziś porobiło.
Ucichli ekolodzy, którzy potrafili trzymać czujnie rękę na pulsie dzień i noc. Nie rusza ich rurociąg po dnie Bałtyku gdzie aż roi się od zatopionej broni chemicznej i konwencjonalnej. Zobojętniała im Dolina Rospudy gdzie krzątają się drogowcy, a w sprawie przyspieszeniem robót protestują tylko tubylcy. Jedynym wytłumaczeniem może być to, że wśród ekologów obowiązuje obecnie okres lęgowy.
Martwi mnie marazm największego dżentelmena wśród braci dziennikarskiej Tomka Wołka. Jeszcze mam w pamięci jego nieskrywane oburzenie kiedy to na światło dzienne wyszły kompromitujące fakty z młodości ministra Wiecheckiego. Widzę to zgorszenie na zatroskanej twarzy Pana Tomasza i głos oburzenia, że minister to były kibol Widzewa, wymachujący ze zdjęcia faszystowską pięścią. Dziś ten dziennikarz stał się jakiś flegmatyczny, żeby nie powiedzieć stetryczały. Postępująca skleroza doprowadza go na skraj kompromitacji. W jakimś wspomnieniowym programie w TVN24 podziwia obecnego premiera, który jak to każdy „swój chłop” uczestniczył w młodości w burdach stadionowych i nie rozstawał się jak prawdziwy maczo ze stalowym łańcuchem, atrybutem prawdziwego kibica Lechii Gdańsk.
Jednak ostatecznym symptomem obecnego upadku mediów jest dramatyczna sytuacja sędziego Webba z Wielkiej Brytanii. Europejska prasa dokonała niezłego przygotowania artyleryjskiego po wypowiedzi polskiego premiera sugerującej, że zabiłby wrażego arbitra. Niestety, cała robota na nic. Nikt nie ruszył do ataku w kraju nad Wisłą.
Dziś w hrabstwie South Yorkshire, mieście Sheffield w swoim skromnym domku, otoczony ochroniarzami miota się zagubiony sędzia-policjant Howard Webb. Siedzi wpatrując się z nadzieją, coraz bardziej tępym wzrokiem w milczący aparat telefoniczny. Co kilka minut podrywa się nagle ze skórzanego fotela i przemierza nerwowym krokiem w kierunku drzwi, urządzony w stylu wiktoriańskim pokój. Po ich otwarciu ze łzami w oczach zagląda do ciągle pustej skrzynki na listy.
Sędzia Howard Webb jeszcze nie zdaje sobie sprawy, jeszcze nie wie że Tomasz Sekielski z Andrzejem Mrozowskim nigdy nie zadzwonią, a Piotr Pacewicz i Mikołaj Lizut z Gazety Wyborczej nie napiszą. Nie wytropią go, jak błędnie domniema, dziennikarskie ogary z radia Zet i RMF-u
On jeszcze żyje nadzieją. Czeka.
Kiedy uświadomi sobie, że przegrał?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)