Studiując „Atlas podziemia niepodległościowego 1944-1956” wydany przez wraży IPN i koncentrując się na pseudonimach żołnierzy wyklętych, łatwo zauważyć słabość do przyjmowania przydomków odnoszących się do bohaterów trylogii Henryka Sienkiewicza. Roi się tam od „Kmiciców”, „Bohunów”, "Babiniczów". Co zaś zaskakujące i ciekawe, „Skrzetuskich” i „Wołodyjowskich” jest jak na lekarstwo.
To dość zastanawiające, że bohaterowie idealni, bez wad i niepopełniający nigdy błędów nie cieszyli się dużym powodzeniem.
„Kmicic” bije wszelkie rekordy, choć jak wiemy z „Potopu” w swoim życiu błądził, haniebnie się zachowywał i przez długi okres czasu był manipulowany przez wpływowych magnatów, uchodząc za zdrajcę.
Pewnie o jego popularności zadecydowało to, że był postacią z krwi i kości, która po okresie błędów, zdrad i warcholstwa zrozumiała i wyznała swoje winy, by następnie swoim dalszym życiem odkupić je, wiernie służąc ojczyźnie.
Lech Wałęsa deklarował kiedyś, że nie przeczytał w swoim życiu żadnej książki. Trochę dziwna to deklaracja u człowieka, który jak wiemy, sam kilka dzieł spłodził. Czy chociaż przez te pozycje przebrnął? Nie wiadomo do dziś.
Wiadomo jednak, że popełnił wielki błąd nie czytając trylogii. Zrozumiałby, bowiem wtedy, że bohaterowie idealni, bez wad i niepopełniający nigdy błędów mogą istnieć tylko w literaturze. Już sama chęć przejścia do historii jako człowiek bez skazy, życiowych wpadek i potknięć, który wszystko sam zaplanował i przeprowadził odbiera mu wiarygodność.
Nie wiem, jaka jest skala jego błędów, ewentualnych zdrad czy kłamstw. Nie mam pojęcia, co Lech Wałęsa ma tak na prawdę na swoim sumieniu.
Jedno jest jednak pewne. Bez względu na wszystko, miał w pewnym momencie swego życia niepowtarzalną szansę stać się dla nas wszystkich współczesnym Kmicicem. Wystarczyło stanąć w prawdzie, uwolnić się od przeszłości i w ten sposób wytrącić wrogom możliwość szantażu i nacisku.
Wałęsa uwierzył i poszedł na czyjąś obietnicę przejścia do historii jako nieskazitelny Skrzetuski, co to nie błądzi, nie potyka się, nie kluczy i zawsze ma rację.
Dziś, kiedy nieznana jest jeszcze wielkość jego przewin, wiadomo już niezbicie, że dzięki swej megalomanii, głupocie i pysze będzie kojarzył się potomnym z pułkownikiem chorągwi wolentarskiej, niejakim Andrzejem Kuklinowskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (81)