Z takim oto hasłem w 2001 roku wystartował w wyborach do sejmu Stefan Niesiołowski. Ten rok, okazał się dla niego rokiem klęski i osobistej tragedii. Poza parlamentem znalazł się człowiek uzależniony od mediów i tak narcystycznie prący na szkło, że wielu obawiało się jak Niesiołowski przeżyje ten czteroletni rozbrat z kamerami i mikrofonami.
W tym samym roku 2001 zrodziła się wielka nienawiść do PiS-u, a w szczególności do Jarosława Kaczyńskiego.
Mimo wielu zabiegów i prób wkupienia się w łaski, Niesiołowski nie wyżebrał miejsca na listach PiS-u. Nie wystarczyły umizgi w postaci wypowiedzi i wywiadów, które miały przekonać Kaczyńskiego do szczerości intencji tego największego kameleona polskiej polityki.
Aby zrozumieć, kim tak naprawdę jest Niesiołowski, warto sięgnąć do źródła i zapoznać się z wypowiedziami człowieka, który mówi o sobie „Nie zmieniam poglądów”
Wszystkie cytaty pochodzą z wyborczego 2001 roku, kiedy to Kaczyński oparł się wdziękom specjalisty od bezkręgowców.
„Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją.(...) W istocie jest takim świecącym pudełkiem. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO”.
„Liberałowie udowodnili, że nie mają żadnych, najmniejszych kwalifikacji ekonomicznych, i nigdy w żadnej koalicji – gdyby do takiej kiedykolwiek doszło – nie mogą obejmować resortów ekonomicznych, bo zrujnują kraj.”
„Uważam, że PO to twór sztuczny i pełen hipokryzji. Oni nie mają właściwie żadnego programu. Nie wyrażają w żadnej trudnej sprawie zdania. Nie występują pod własnym szyldem, bo to ich zwalnia z potrzeby zajmowania stanowiska w trudnych sprawach. To jest oczywiście gra na bardzo krótką metę. Udają, że nie są partią, a nią są. Udają, że wprowadzają nową jakość, że są tam nowi ludzie”.
„Ciągle trudno określić, komu poza Unią Wolności odbiera głosy Platforma Obywatelska. Ugrupowanie nowe, programowo nieokreślone, udające, że nie jest partią polityczną i celowo unikające zabierania głosu we wszystkich ważnych kwestiach społecznych, ekonomicznych i politycznych, – lecz za to dające popisy hipokryzji i cynizmu, dość skutecznie żerujące na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze ludzi zniechęconych do polityki. Liderzy PO już zaczynają napotykać trudności z przekonaniem wyborców do szczerości intencji swych polityków – dobrze przecież znanych, i to nie zawsze z najlepszej strony. Teraz owi politycy nagle zapewniają, że stali się inni, uczciwsi, bardziej autentyczni i bardziej prawdomówni niż wszyscy pozostali. Przy okazji nasuwa się pytanie, jak to możliwe, by ktoś z takim życiorysem jak Andrzej Olechowski – płytki intelektualnie i pod wieloma względami po prostu niewiarygodny – mógł zdobyć kilka milionów głosów w wyborach prezydenckich. PO najprawdopodobniej skończy tak jak wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm. Ciekawe tylko, czy nastąpi to jeszcze przed wyborami, czy zaraz po.”
Dzisiaj Stefan Niesiołowski jest wicemarszałkiem Sejmu RP i jedną z medialnych twarzy ugrupowania miłości, które wniosło do naszego życia publicznego nową jakość. Dzięki tej wybitnej postaci o trwałych i niezachwianych poglądach wiemy, który polityk jest podobny do nutrii stojącej na tylnych łapach, a który do Gomułki. Wiemy, kto jest nikczemnikiem, łajdakiem, zerem, durniem, kołtunem, a kto szkodnikiem, błaznem, gruboskórnym prostakiem. Wiemy gdzie nastąpiło zbydlęcenie i co jest plugawe i obrzydliwe.
Nie wiem czy ktoś wniósł więcej chamstwa i zakłamania do polityki niż Stefan Niesiołowski.
Kiedyś dziennikarz Wprost nazwał go „klinicznym szaleńcem”, na co tak zareagował nasz wrażliwiec.
„ Jestem profesorem na Uniwersytecie Łódzkim i określenie mnie jako „klinicznego szaleńca” może wpływać negatywnie na moją karierę naukową, ośmiesza mnie w oczach kolegów naukowców i studentów”.
Panie marszałku Pan już sam ośmieszył się dostatecznie.
Trzeba przyznać, że Pan profesor, choć mówi barwnie i z charakterystyczną dla siebie ironią to wraz z upływem lat można śmiało stwierdzić, że kiedyś zdarzało mu się by myśli wyprzedzały słowo. Dzisiaj jest z tym znacznie gorzej. Stefan Niesiołowski najpierw mówi, a później myśli, by nie powiedzieć dosadniej, że doszedł już do takiego stadium, że tylko mówi.
Próbowałem długo rozwikłać metamorfozę poglądów Stefana Niesiołowskiego i powody, dla których ten człowiek wybrał Platformę Obywatelską jako ugrupowanie, które pozwoliło mu wrócić na salony i przed tak ukochane przez niego kamery. Rozwiązanie tej zagadki wcale nie było takie trudne.
Jak wiemy Stefan Niesiołowski jest absolwentem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Łódzkiego. A mówiąc konkretniej entomologiem, a od 1995 r. profesorem i nauczycielem akademickim w Katedrze Zoologii Bezkręgowców - Uniwersytetu Łódzkiego.
Zajmowanie się przez lata stworzeniami pozbawionymi kręgosłupa spowodowało u profesora zanik tego narządu u siebie samego. Zaś jego miłość do polityki i jednocześnie umiłowanie nauki spowodowało takie wewnętrzne rozdarcie, że postanowił połączyć obie pasje.
Przystąpił do ugrupowania, w którym jest wystarczająca ilość bezkręgowców, aby poczuć się znowu jak u siebie na uczelni Jednocześnie dzień w dzień może pokazywać się przed kamerami w pełnym blasku i burzy oklasków różnych klakierów.
Jest tylko kwestią czasu, kiedy PO przekona się o lojalności człowieka, co to nie zmienia nigdy poglądów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)