Kiedy w gospodzie „Pod kielichem” niejaki Paliviec usunął z widoku wizerunek najjaśniejszego panującego nic nie zapowiadało katastrofy. Niestety na pytanie Szwejka o przyczyny tego kroku biedak odpowiedział szczerze, że po prostu cesarza obsrały muchy. W kraju niedemokratycznym, jakim była Monarchia Austrowęgierską autorytety były odgórnie narzucane, a nad ich czczeniem czuwała sieć szpicli i donosicieli. Nic, więc dziwnego, że nieszczęśnik prosto z gospody powędrował na dziesięć lat za kratki.
Z legendami rożnie bywa. Jedne trwają przez wieki inne zaś padają nie wytrzymując próby czasu. W PRL-u obowiązkową lekturą była czytanka autorstwa pierwszej żony Władysława Broniewskiego, Janiny p.t. „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” poświęcona gen. Karolowi Świerczewskiemu ps. „Walter”. Ulice jego imienia znajdowały się w każdym, nawet małym miasteczku. Niestety produkowanie bohaterów na polityczne zamówienie kończy się z reguły fiaskiem. Następuję to tym szybciej wtedy, gdy jakaś opcja dla ukrycia wstydliwej prawdy wytwarza najpierw fałszywą legendę, a później podpiera ją wyprodukowanymi na ta okoliczność bohaterami. Dlatego też alkoholik, zbrodniarz i sowiecki oficer biorący udział w wojnie polsko-bolszewickiej po stronie sowietów, przestał być idolem Polaków.
Nie sądzę, aby po latach kult Wałęsy trwał niewzruszony widząc, kto stoi dziś na czele obrońców wielkiego elektryka.
Dla środowiska Gazety Wyborczej demokracja jest tylko pustym słowem, którym przy każdej okazji wyciera sobie gębę. Dokładnie w ten sam sposób traktują to słowo europejskie lewackie elity. Rola swoistej mennicy medialnej z wyłącznością do projektowania i wpuszczania w obieg „autorytetów” o większych i mniejszych nominałach dobiega końca. Nie pomogą już rozpaczliwe konwulsje Moniki Olejnik, Jacka Żakowskiego i podobnych im postaci, do złudzenia przypominających notującego ołówkiem kopiowym na mankiecie szpicla z haskowej gospody „Pod Kielichem”.
P.S. Właśnie przed chwilą w "Loży prasowej" redaktor Stasiński stwierdził, że prezydent RP otacza sie miernotami. I kto to mówi? Przedstawiciel środowiska, które hołubiło przez 18 lat jednego z najgorliwszych zdrajców i współpracowników SB, Maleszkę. O Jaruzelskim i Kiszczaku nie wspominając.To właśnie są ci obrońcy Lecha Wałęsy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)